czwartek, 5 marca 2015

O rzeczywistości w teatrze

Wygląda na to, że Scena Margines olsztyńskiego Teatru im. S. Jaracza staje się jednym z najciekawszych miejsc w mieście nad Łyną, które prezentują literaturę najnowszą. Dopiero co odbyła się premiera sztuki na podstawie książki Swietłany Aleksijewicz, a już teatr zapowiada spotkania z gwiazdami polskiej literatury. Pierwszym z zaproszonych gości będzie Krzysztof Varga, którego „Trociny” staną się tematem zapewne ciekawej rozmowy. Sygnalizowane spotkanie odbędzie się już w najbliższy poniedziałek, czyli 09.03. Następni twórcy to równie interesujący autorzy, chociaż lepiej byłoby napisać autorki. Do Olsztyna, przyjadą: Inga Iwasiów i Magdalena Tulli. Ostatnim z zaproszonych gości będzie Jacek Żebrowski. Warto skorzystać z okazji i zarezerwować sobie poniedziałkowe wieczory (spotkania będą odbywały się właśnie w ten dzień). Dodatkową atrakcją może być prezentacja na scenie fragmentów książek zaproszonych gości. 

poniedziałek, 2 marca 2015

Po premierze

Źródło: Teatr im. S. Jaracza

Ze spektaklu pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” wyszedłem targany sprzecznymi uczuciami. Z jednej strony widziałem dobrze wykonaną pracę reżysera i pozostałych członków ekipy, z drugiej zaś drażnił mnie sposób prezentacji tekstu wybitnej autorki, bo za taką bez dwóch zdań należy uważać Swietłanę Aleksijewicz. Bohaterki reportażu opowiadają o swojej walce w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej – doświadczeniu, które je ukształtowało. Taki czas nigdy się nie powtórzy, wszystkie są tego świadome. Sztuka z kolei została pomyślana jako uniwersalna opowieść o szaleństwie wojny, jej nieprzystawalności do jakiegokolwiek innego doświadczenia człowieka. Reżyser, czyli Krzysztof Popiołek, miał takie prawo i taką metodę opowiadania obrał. Mówi o tym w wywiadzie udzielonym lokalnej gazecie: „Nie jest to spektakl historyczny”. Już sam początek spektaklu, kiedy widz słyszy współczesną muzykę na to wskazuje. Pytanie, czy taka ahistoryczność jest możliwa, skoro przedstawienie jest adaptacją książki. Następuje odwrócenie ról.
Oto do młodej reporterki, w którą wcieliła się studentka Studium Aktorskiego Joanna Graczyk, przybywa starsza kobieta, uczestniczka działań wojennych. Przypomnę, że w książce Aleksijewicz to reporterka jeździ po terenach kiedyś będących ZSRR i namawia do opowiedzenia swoich historii dojrzałe kobiety, które doświadczyły koszmaru wojny. Rola reporterki jest tak odegrana, że widzimy młodą, nieco naiwną kobietę. Jest to mało przekonujące – ani Aleksijewicz we wstępie swojej książki taka nie jest, ani żadna dziennikarka nie zachowywałaby się w ten sposób, bo przygotowałaby się do rozmowy. Pomysł Popiołka ma tę konstrukcyjną wadę, że jest psychologicznie mało wiarygodny. Kobiety, które nie chcą opowiadać o szaleństwie wojny, zabijaniu ludzi i zwierząt, gwałtach, nagle z jakiegoś powodu przychodzą do reporterki i zaczynają się zwierzać. Rozumiem, że z perspektywy twórców spektaklu trudno zbudować podobną sytuację jak ta w książce. Może należałoby zatem zupełnie zrezygnować z reporterki i oddać głos będącym na scenie kobietom? Te, w osobach: Hanny Wolickiej, Mileny Gauer, Joanny Fertacz, Alicji Kochańskiej, Ewy Pałuskiej, Katarzyny Kropidłowskiej i Aleksandry Kolan, z każdą minutą odsłaniają coraz bardziej koszmarne i dramatyczne epizody z czasu apokalipsy.
Jedynie Wolicka przywołuje dobre wspomnienia. Zmysł praktyczny granej przez nią byłej żołnierki sprawił, że potrafiła z narzędzi służących do prowadzenia walki stworzyć przedmioty użytku codziennego. Nadać im intymny charakter. Bohaterka Wolickiej z wojskowej mapy zrobiła prześcieradło, z oczyszczonych bandaży uszyła suknię ślubną. Oswoiła wojnę, stworzyła pozór normalności i szczęścia. Wspomniana suknia z bandażu powraca w sztuce, aktorka przywołuje ją w chwilach, kiedy opowieści innych o piekle są już nie do zniesienia. Lecz jej deklaracja istnienia miłości w czasach wojennej zarazy brzmi jak tęsknota za światem pokoju. Wolicka gra tak, że ma się wrażenie, że to, co przywołuje, jest pomiędzy prawdą a zmyśleniem. Nie jest w stanie zrównoważyć dramatu.

Setki świadectw kobiet z książki Aleksijewicz zostały w spektaklu przefiltrowane i przypisane siedmiu bohaterkom. W tym wypadku siódemka nie może być szczęśliwa. Życie tych kobiet zmieniło się bezpowrotnie. Koszmaru i szaleństwa nigdy nie uda się oswoić i w pełni opisać. Trudno go zrozumieć młodej kobiecie z magnetofonem. Reasumując, warto pójść i wsłuchać się w głosy kobiet – uczestniczek tamtych dramatycznych wydarzeń. Aktorsko są to role zagrane bez zarzutu. Czy jednak jest to opowieści uniwersalna o wojnie? Czy można ją odczytywać w kontekście aktualnych wydarzeń na Ukrainie? W innych krajach ogarniętych działaniami wojennymi? Raczej nie, co może wyszło sztuce tylko na dobre.

piątek, 27 lutego 2015

Po spotkaniu - fotorelacja

Wczorajsze spotkanie z uczestnikami konkursu prozatorskiego było kameralne i miłe. Autorzy tekstów prezentowali całkiem wysoki poziom. Zwyciężczyni, czyli Zuzanna Drząszcz, przebiła konkurencję otrzymując głosy jurorów i publiczności. Jej „Ustawienia” powinny być opublikowane w prasie literackiej. Niewykluczone, że tak się stanie, bo na sali dostrzegłem redaktorkę pisma "VariArt", które objęło konkurs patronatem. Fotorelację autorstwa B. Wawrzyniewicza można zobaczyć zaglądając tutaj: http://www.mok.olsztyn.pl/aktualne_zdjecia.html [Rzeźnia Literacka nr 2 - proza 2015-02-26].

czwartek, 26 lutego 2015

Wybieram się

„Po wojnie przez kilka lat nie mogłam uwolnić się od zapachu krwi, prześladował mnie bardzo długo. Ledwie zacznę prać bieliznę – czuję ten zapach, zacznę gotować obiad – znowu czuję. Ktoś mi podarował czerwoną bluzkę, a wtedy to była taka rzadkość, brakowało materiału, ale nie nosiłam jej, bo była czerwona. Tego koloru już nie mogłam znieść. Nie mogłam chodzić do sklepów po zakupy. Do działu mięsnego. Szczególnie latem… I widzieć kurze mięso, rozumiesz, ono jest bardzo podobne… tak samo białe, jak ludzkie… Mój mąż chodził do sklepu… Latem zupełnie nie mogłam zostawać w mieście, starałam się gdzieś wyjechać. Kiedy nadchodzi lato, od razu wydaje mi się, że tylko patrzeć, jak wybuchnie wojna. Kiedy słońce nagrzewało wszystko: drzewa, domy, asfalt – wszystko to miało zapach krwi, wszystko nią pachniało. Cokolwiek jadłam, piłam, nie mogłam uwolnić się od tego zapachu!”. To fragment książki Swietłany Aleksijewicz pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. W najbliższą sobotę w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza odbędzie się premiera spektaklu pod takim właśnie tytułem. Reżyseruje Krzysztof Popiołek. Ciekaw jestem jak sobie poradzi z tym niesamowitym, wstrząsającym zapisem rozmów z kobietami, które przeszły piekło wojny. 

wtorek, 24 lutego 2015

Czwartkowy konkurs

Przypominam Państwu o czwartkowym konkursie w sali kameralnej pod olsztyńskim amfiteatrem. Zdradzę, że przeczytam fragment „Wyspy” – mojej najnowszej powieści. Oczywiście, inny niż ten, który zamieściłem na blogu kilka dni temu. Szczegóły czwartkowej imprezy znajdują się tutaj: http://www.mok.olsztyn.pl/akt_winieta_3.html#AKTUALNOŚCI

niedziela, 22 lutego 2015

Wyspa



Z lądu wyspę widać całkiem dobrze. Aby do niej dotrzeć, należy pokonać kilometrową odległość. Bonelski, chociaż posiada wszelkie cechy kamuflującego się alkoholika, jako organizator radzi sobie bardzo dobrze. Widać, że póki co częste picie nie zniszczyło w znacznym stopniu jego szarych komórek. Wynajął solidną, szybką łódź, którą obsługuje pięćdziesięcioletni, doświadczony żeglarz. O tej porze roku łodzie zwykle są ściągane na brzeg w obawie przed lodem i niszczycielską siłą zimy. Bonelski musiał zadać sobie sporo trudu, żeby zdobyć łódź. Pieniądze mogły nie wystarczyć. Cóż zatem zaproponował jeszcze? Mężczyzna nakazuje im wejść pod pokład, do kabiny. Tutaj nie dociera zimne powietrze, które jest wyjątkowo ostre. Kobieta zakrywa usta szalikiem, zakłada przyciemniane okulary. Chronią ją przed łzawieniem. Właściciel łodzi zostaje na pokładzie. Stamtąd kieruje jednostką. Czwórka ludzi płynie w kierunku pokrytej drzewami wyspy. Są to prawie wyłącznie drzewa liściaste, które o tej porze roku straciły poszycie. Ponure, łyse gałęzie wyglądają groźnie i przygnębiająco. Wyspa z każdą minutą rośnie coraz bardziej. Kobieta patrzy na nią z niepokojem, który pojawia się bez większej przyczyny. Łódź jest bezpieczna, żeglarz doświadczony, nie ma mgły, a zza chmur przebijają się niezdarnie kontury słońca. Skąd zatem ten niepokój? To ptaki. Ich czarne stado krążące nad drzewami. Wydają przy tym jakiś przeraźliwy pisk. Ptaszyska kołują nad wyspą. Kręcą się w koło niczym gigantyczny wirnik. Z daleka przypominają ruchomą grudę smoły, którą właśnie roztopiono. Co jakiś czas czarne stado nurkuje między drzewa, znika między nimi. W tym miejscu musi być jakaś polana. Inaczej ptaki ginęłyby w zderzeniu z ostrymi konarami drzew. Czy to jakiś ptasi rytuał? To możliwe. Niezaludniona wyspa zapewne stanowi ich dom. Czy są jej jedynymi mieszkańcami? Dotarcie na wyspę przez wodę dla innych zwierząt jest prawie niemożliwe. Trudno wyobrazić sobie lisa, czy wilka płynącego setki metrów. Niechby i nawet latem, kiedy jezioro się nagrzewa. Zima tego roku jest bardzo łagodna. Lód nie pokrył tafli, po której mogłyby dostać się na wyspę. W tej chwili kobieta zaczyna nerwowo się uśmiechać. Przychodzi jej bowiem do głowy myśl o ludziach, którzy ukryci przed światem spędzają tutaj czas. Przemykają pomiędzy drzewami, są niczym duchy. Czekają na nich żeby zrobić im jakąś krzywdę. Ta niedorzeczna myśl rozrasta się w jej mózgu coraz bardziej. Kiedy łódź dopływa do brzegu, kobieta nie potrafi się poruszyć. Wczepia się palcami w jakaś niklowaną rurkę, trzyma się jej kurczowo.
- Co z panią? Wychodzimy! – Bonelski patrzy na nią z góry, właśnie wyszedł na mokry pokład.
- Zaraz…
- Czy pani musi zawsze być w opozycji? Może wreszcie zacznie pani bardziej się angażować!
- Idę…
Kobieta rusza po kilku stopniach do góry. Wychodzi z kabiny. Przed oczyma ma wyspę w całym jej ogromie i dzikości. Jeszcze wyżej widzi ptaki. To na nie wskazuje Haman. To w ich kierunku mają ruszyć. Schodzą z łodzi, na której zostaje tylko jej właściciel. Kobieta jest przerażona. Obecność tego potężnego mężczyzny mimo wszystko działała na nią uspokajająco. Teraz została ze starszym panem udającym młodzieniaszka i jeszcze młodym facetem o manierach starego rozpustnika. Może zdać się zatem tylko na siebie. Tym bardziej, że, jak przewidywała, Bonelski sięga do kieszeni po piersiówkę, podaje ją Hamanowi. Piją po głębokim łyku „na rozgrzewkę”. Ruszają. Bonelski idzie pierwszy, Haman tuż za nim. Kobieta na końcu. Wąska ścieżka wije się między drzewami, prowadzi w górę. Wyspa ma strome brzegi. Miejsce, do którego dotarła łódź stanowi wyjątek. Widocznie jest dobrze znane żeglarzowi. Kobieta wie, że z drugiej strony, wyspa ma dużo łagodniejszą linię brzegową. To tam kiedyś znajdował się pomost. Dlaczego zatem nie płynęli od drugiej strony? Odpowiedź przychodzi w następnej chwili.
- Przejdziemy wyspę w poprzek. – Bonelski prosi o przetłumaczenie słów Hamanowi. – Tam, po drugiej stronie, będzie czekała na nas łódź.
Wchodzą do lasu. Drzewa zasłaniają ołowiane chmury zawieszone nisko nad wyspą. Nad wodą wiatr jest intensywniejszy, czuć go mocnej. Gałęzie pod jego podmuchami wyginają się, trą jedna o drugą. Powoduje to pełen grozy hałas, jakby jęk ranionych istot, które zaraz wydobędą korzenie z mokrego gruntu i ruszą wprost do wody. Wyobraźnia kobiety powołuje do życia kolejne okropieństwa. Idą jedno za drugim. Zdaje jej się, że kroczą wewnątrz ciemnego tunelu, który runie, przygniecie ich, błotnista ścieżka rozstąpi się, wciągnie ich mroczna otchłań. Haman ciężko sapie, to efekt spalania alkoholu. Wielogodzinną euforię wyparło fizyczne zmęczenie. Prosi Bonelskiego o podanie piersiówki, pije łapczywie. Ptasi jazgot słychać coraz mocniej. To znak, że polana jest już całkiem blisko. Potwierdza to Bonelski, który proponuje na niej krótki odpoczynek. Po co właściwie tutaj przypłynęli? Wyspa to jeden wielki las. Co tu oglądać? Idiotyczny pomysł starego dziada. Zanim kupi musi obejrzeć, powąchać, dotknąć. Nagle drzewa znikają, oczy rani światło. Przed nimi rozłożyła się pokryta ciemnozieloną trawą polana. Trudno uwierzyć, że trawa w grudniu może mieć taką barwę. To jednak prawda. Widok jest niezwykły. Byłby jeszcze lepszy, gdyby ptaki nie przesłaniały nieba swoimi skrzydłami. Kobieta zakrywa dłonią oczy, obserwuje ich lot. Wrony krążą nad polaną, skrzeczą. Potem, jedna za drugą, pikują w kierunku uschniętego drzewa na skraju polany. Podlatują na bliską odległość, by zaraz potem wystrzelić w niebo. Kobieta wpatruje się w jeden z konarów. Pomimo lęku rusza w tym kierunku. Zostawia za sobą mężczyzn. Podchodzi do poziomej gałęzi. Dłonią, którą zakrywała oczy, teraz osłania usta. To co widzi, sprawia, że zaczyna rozpaczliwie krzyczeć. Jej pełen przerażenia okrzyk dociera do ptaków. Wrony w popłochu odlatują znad wyspy. Bonelski z Hamanem podbiegają do kobiety. Teraz i oni widzą zeschniętą gałąź, na której wiszą dwa martwe psy. Jeden z nich, ten bliżej pnia, wisi na cienkim, kolorowym kablu. Linka wrzyna mu się w kark, można mieć wrażenie, że zaraz przetnie szyję i martwe, rozdzielone na dwie części zwierzę, spadnie w trawę.
- Co to, do cholery, jest? – Bonelski staje pod drzewem, wpatruje się w linkę. – Wygląda jak kabel do jakiegoś urządzenia… Zaraz, przecież to są słuchawki! Jezu! Tego psa ktoś powiesił na kablu ze słuchawkami!




czwartek, 19 lutego 2015

Aż poleje się krew

Wczorajszego wieczora obejrzałem film Paula Thomasa Andersona pt. „Aż poleje się krew”. Film pojawił się na ekranach w roku 2007. Reżyser zasłynął wcześniej tworząc kontrowersyjny „Boogie Nights”, czyli obraz branży filmów porno (1997) i głośną „Magnolię” (1999), do której sam napisał scenariusz. W „Aż poleje się krew” również zajmował się scenariuszem, tyle że była to adaptacja powieści. Zaznaczę, że nie byle jakiej powieści. Autorem książki o tytule „Oil” był Unton Beall Sinclair. W Polsce książka została wydana tuż po wojnie, czyli w roku 1949 jako „Nafta”. Tłumaczenia podjęła się Antonina Merkel, ukrywająca się pod pseudonimem Antonina Sokolicz. Warto dodać, że Sokolicz tłumaczyła wiele utworów Sinclaira. M.in. powieści „Król węgiel”, „Boston”, czy utwór z gatunku s-f „Millenium”. Tłumaczka nie dożyła publikacji „Nafty”. Zginęła w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w roku 1942. Unton Sinclair również nie obejrzał filmu Andersona. Zmarł w roku 1969, czyli rok przed przyjściem na świat reżysera. „Aż poleje się krew” rozgrywa się w Ameryce, ściślej w Nowym Meksyku. Daniel Painview zajmuje się wydobywaniem ropy. Jest samotnikiem, jego jedynym towarzyszem jest syn. Pewnego dnia Daniel otrzymuje informację o dużych złożach surowca. Podejmuje ryzyko i wyrusza w podróż. Czarne złoto nie jest tworem chorego umysłu, chłopak, który za pieniądze zdradził mu ropodajne miejsce, nie był oszustem. Daniel rozpoczyna wydobycie. Osada szybko się powiększa. Jest początek wieku XX, ludzie wędrują za pracą. Szukają również Boga. Kontakt z nim zapewnia im samozwańczy kaznodzieja Sunday. To on stanie się największym wrogiem Daniela. Konflikt między tymi mężczyznami z każdą chwilą będzie się pogłębiał. Zdeterminowany nafciarz zostanie wystawiany na kolejne ciosy. Mały Painview w wyniku wybuchu wieży wiertniczej straci słuch. Odnaleziony po latach brat Daniela okaże się hochsztaplerem. Daniel odkryje bolesną prawdę o człowieku, którego przygarnął pod swój dach. Zabije go i zakopie w dole zalanym wszechobecną ropą. Potem sprowadzi z miasta odtrąconego syna. By zrealizować projekt ropociągu pozornie pojedna się z kaznodzieją. Da się ochrzcić. Potem jego również zabije. Zatłucze go po latach w swoim gigantycznym domu z kręgielnią. Wcześniej zażąda, by tamten wyrzekł się Boga. Kapitalna jest scena, w której Daniel rozstaje się z synem. To pokaz niewyobrażalnego okrucieństwa, które pamięta się długo. „Aż poleje się krew” to wielkie kino. Film zrobiony z niezwykłą precyzją, z zapadającymi w pamięci obrazami, wymagający całkowitego skupienia. Doceniony na świecie. Grający Painview Daniel Day-Lewis otrzymał za tę rolę Oscara, Złoty Glob, nagrody BAFTA, IFTA, nagrodę krytyków z LA, nagrodę dziennikarzy Critics’ Choice. W sumie film otrzymał nieprawdopodobną ilość 55 nagród na całym świecie. Koniecznie należy obejrzeć!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Los kota w Afryce

Jutro będzie obchodzony w Polsce Światowy Dzień Kota. Warto wiedzieć, że nie wszędzie te wspaniałe zwierzęta są traktowane tak, jak w naszej części świata. W „Masce Afryki” autorstwa noblisty V.S. Naipaula znalazłem taki oto fragment dotyczący zwyczajów panujących w Ghanie: „Z kotami był problem, bo niełatwo je zabić. Koty wyczuwają, że zostaną zabite na mięso – walczą wtedy o życie i przez parę minut potrafią być niebezpieczne. Gdy się kogoś zaprosi na obiad i chce się gościowi zaoszczędzić przykrych scen, najlepiej zabić kota, skręcając mu kark, tak jak w Anglii zabija się królika. Ale to grozi poważnymi zadrapaniami. Najbezpieczniej będzie – o ile gospodarz i gość gotowi są znieść związany z tym harmider – wrzucić kota do worka i zatłuc go kijem. Inną godną polecenia metodą jest topienie. Na przynętę wrzuca się do pojemnika sardynkę, a potem aż do skutku wlewa się wodę. Sposób ten ma dodatkową zaletę, bo kot połknie mnóstwo wody, a opitego kota łatwiej się obdziera ze skóry”. Wstrząsające!

czwartek, 12 lutego 2015

Rzeźnia Literacka, czyli konkurs

Równo za dwa tygodnie, tj. 26 lutego, pojawię w sali kameralnej pod olsztyńskim amfiteatrem im. Czesława Niemena. Będę gościem cyklicznej imprezy pt. „Rzeźnia literacka”. Opowiem o nowym projekcie, nad którym intensywnie pracuję. Być może znajdzie się czas na niewielką prezentację fragmentu pisanej powieści. Głównie jednak będę się zajmował oceną tekstów prozatorskich, które przeczytają uczestnicy konkursu. Namawiam do przybycia i czynnego udziału. Wystarczy przeczytać fragment swojej prozy. Nic to nie kosztuje, a może być początkiem pisarskiej kariery. Szczegóły podam za czas jakiś. 

wtorek, 10 lutego 2015

Zmiany i zapowiedź

Dzisiaj mój licznik odnotował sto tysięcy wyświetleń. Jest to dobra okazja, aby trochę odświeżyć szatę graficzną. Przy okazji dziękuję Państwu, że zaglądacie w to miejsce. Mam też informację, która być może niektórych zainteresuje. Już w kwietniu w salonach książki pojawi się audiobook „Powrozu”. Wydawcą jest Heraclon International, wydawnictwo specjalizujące się w publikowaniu książek do słuchania. Zamieszczam okładkę, szczegóły podam wkrótce. 

niedziela, 8 lutego 2015

Sukces, szczęście i przypadek

Czytam fragmenty książki „Berlin. Miasto z wyobraźni” autorstwa Rory’ego MacLeana. Mniej więcej w połowie natrafiłem na taką oto myśl, zamieszczoną w liście z roku 1928. „Sukces jest chyba kwestią szczęścia lub mody i każdy artysta musi się z tym pogodzić, bo inaczej oszaleje. Dzięki przypadkowi może zrobić karierę i przypadek może mu karierę złamać. To on decyduje, czy człowiek utalentowany znajdzie się w światłach rampy, czy pozostanie zapomniany w cieniu”. List przedstawia kulisy przygotowań do wystawienia pewnej sztuki. Kończy się słowami: „(…) przeczytałem pierwsze recenzje. W „Berliner Tageblatt” Alfred Kerr uznał sztukę za beznadziejną. „Kreuzzeitung” nazwał ją „literacką nekrofilią”. Wydaje się pewne, że (…) zejdzie z afisza przed następnym weekendem”. Zdradzę na koniec, że autorem bez talentu był Bertolt Brecht, a sztuka nosiła tytuł „Opera za trzy grosze”. 

piątek, 6 lutego 2015

8,94 zł

To kwota, jaką należy uiścić za „Drzewo morwowe” oraz pozostałe części trylogii z dziennikarzem śledczym Pawłem Werensem. Oczywiście, chodzi o wersję e-book (formaty EPUB i MOBI). Promocja trwa do niedzieli (08.02). Namawiam Państwa, chociaż chyba nie muszę. Cena jest nieprawdopodobnie niska jak na nasze rodzime warunki. Link do sklepu znajduje się tutaj: http://www.publio.pl/drzewo-morwowe-tomasz-bialkowski,p86636.html#tabreviews

poniedziałek, 2 lutego 2015

Kryminał z historią w tle

Instytut Książki zamieszcza dzisiaj na swojej stronie pełny tekst recenzji „Powrozu” autorstwa prof. Sławomira Buryły. Wcześniej znalazł się on w styczniowym numerze „Nowych Książek”. Ci z Państwa, którzy nie dotarli do papierowego wydania gazety, mogą go przeczytać zaglądając tutaj: http://www.instytutksiazki.pl/polecane-artykuly,polecamy,32524,kryminal-z-historia-w-tle.html

piątek, 30 stycznia 2015

Bez szans na powrót, czyli nowy Perez - Reverte

Czytam „Cierpliwego snajpera” Arturo Pereza – Reverte. Zaczyna się prawie klasycznie. On, czyli Sniper jest uważany w środowisku za wielkiego mistrza i guru graficiarzy. Ona nosi nazwisko Alejandra Varela, znana jest jednak bardziej jako Lex. Ma tytuł doktora i specjalizuje się w sztuce nowoczesnej. Pewnego dnia otrzymuje propozycję odnalezienia ukrywającego się od dwóch lat Snipera. Zleceniodawcą jest Mauricio Bosque, bogacz, wydawca. Postanowił przygotować kompletny katalog twórczości Snipera. Ta, jak wiadomo, jest bardzo ulotna. Wszak wrzuty na ścianach znikają bardzo szybko. Sniper to ktoś „pomiędzy Banksym i Salmanem Rushdiem”. Legendarny artysta od dwóch lat jest nieuchwytny. Superlider się ukrywa. Jednym z powodów jest śmierć młodego chłopaka o imieniu Dante. On również uprawiał graffiti. Spadł z dachu wieżowca. Podjął wyzwanie, które od czasu do czasu rzucał im Mistrz. Nastolatki w ten sposób sprawdzają „kto ma jaja”. Rzecz w tym, że młody Dante był synem mafiosa Lorenza Biscarruesa. Ojciec, rzecz jasna, postanawia wyrównać rachunki. Wszystko to dzieje się w scenerii wielkich aglomeracji, w półmroku dusznych ulic, tuneli i ruchliwych autostrad. Perez – Reverte z wielką starannością, plastycznie opisuje świat, w którym żyją „twardzi młodzi ludzie, bez specjalnych nadziei na przyszłość, nadający na własnych falach. Bezlitosny rak starego świata, szpica wielorasowej, surowej, innej Europy. Bez szans na powrót”. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nowy blog Bernadetty Darskiej

Sygnalizuję Państwu pojawienie się w sieci nowego bloga krytycznoliterackiego. „Nowości książkowe” to miejsce, w którym będą pojawiały się recenzje autorstwa Bernadetty Darskiej. Autorka poczytnego bloga „A to książka właśnie!”, na którym przez sześć lat zamieściła blisko dwa tysiące tekstów, postanowiła stworzyć nowy projekt. Od dzisiaj jej teksty o premierach literackich można czytać tutaj: http://bernadettadarska.blogspot.com/

niedziela, 25 stycznia 2015

Być kotem! Pokonać ból!

Czuję się okropnie. Od kilku dni bolą mnie nadgarstki, łokcie i ramiona. Odnalazłem w domowym archiwum zdjęcie naszej kotki o imieniu Jarosław (nie ma pomyłki). Wykonałem je dzień po bardzo ciężkiej operacji, którą przeszła. Jak widać wygląda niczym okaz zdrowia. Motywuję się patrząc na to zdjęcie. Jęczę z powodu byle łokcia, kiedy innych faktycznie poharatano dość konkretnie. Będę kotem, pokonam ból! J


czwartek, 22 stycznia 2015

Marta Syrwid „Koktajl z maku”

Pisząc niedawno o książkach, które ukazały się w minionym roku pominąłem publikację Marty Syrwid. Właśnie trafił w moje ręce wydany w 2014 roku „Koktajl z maku”. Co stanowi ów koktajl? Najkrócej mówiąc teksty grafomańskie. Oczywiście, nie Marty Syrwid, bo w moim prywatnym rankingu najmłodszego pokolenia rodzimych autorów jej dokonania pisarskie umieszczam wysoko. Dość przywołać szeroko omawianą powieść „Zaplecze”, czy „Bogactwo”. Tę ostatnią pozycję podobnie jak „Koktajl z maku” wydała oficyna Lampa i Iskra Boża. Warszawski wydawca na czwartej stronie okładki zamieszcza taką oto myśl Autorki: „(…) wszyscy wciąż żyją, niektórzy zostali nawet dyrektorami szkół, inni przeszli leczenie psychiatryczne i wzięli śluby, jeszcze inni znów coś opublikowali. Ta barwna grupa nieustannie się rozrasta i co rusz wypływają na jej powierzchnię kolejne postacie. Tknięta, szczypnięta, ukłuta – pieni się i wydziela przykry zapach”. Syrwid postanowiła przejrzeć swoje publikacje z lat minionych i wydać je właśnie w „Koktajlu z maku”. Czytelnicy miesięcznika „Lampa” mogli je czytać w rubryce pod identycznym tytułem. Zwykle zaczynam lekturę tegoż pisma właśnie od przedostatniej strony, gdzie „Koktajl” się znajduje. To dział „o książkach, których nie da się czytać”. Same książki bywają nazywane „surowcem”. Autorka we wstępie pisze, że motywuje ją okrucieństwo. Myślę, że również potrzeba dobrej zabawy, bo widać, że pisarka tworząc błyskotliwe opowieści o tekstach rodzimych grafomanów bawi się doskonale. Oczywiście, jej „Koktajl” nie jest czymś nowym w literaturze. O grafomanach pisali: Barańczak, Słonimski, a z młodszych autorów przychodzi mi na myśl Jacek Dehnel, który stworzył tom „Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu”, z którego zapamiętałem historię pewnej rodziny pisarzy zamieszkującej moje miasto. Syrwid w pewnej chwili zauważa: „… spodziewałam się rychłego wyczerpania zasobów. (surowca – przyp. T.B.) Ileż tego w końcu może być? – myślałam naiwnie. Polskie pastwisko jest jednak żyzne, a płody jego obfite. W końcu postanowiłam więc dotrzeć do źródeł klęski urodzaju”. Ciekawe są również losy twórców. Dobry wydaje mi się poniższy przykład: „artystka napisała sztukę Czarny zamek, z której nic nie wyszło, więc rozpisała ją na erotyki, z których też nic nie wyszło. Erotyki te ma teraz zamiar zamienić w powieść”. Warto zwrócić uwagę na książkę Marty Syrwid chociażby po to żeby dowiedzieć się czym dla twórcy może być „dwutlenek bólu”, jaką rolę pełni „kałomocz”. Są w tej książce: poeci, filozofowie, pisarze, felietoniści, twórcy dzieł historycznych, mitów, eposów, fraszek. Ich działania dobrze obrazuje dwuwiersz pewnego szczecińskiego autora średniego pokolenia:
„Chciałbym przelać to, co myślę, na papieru stronie
By zrozumieć mogło wielu i przekazać żonie”.


No właśnie. Polecam i znikam w szczelinie nicości

wtorek, 20 stycznia 2015

O „Powrozie” w Magazynie Literackim Książki


Pojawienie się mojej powieści odnotowuje warszawski miesięcznik. Recenzent zauważa: „Przerysowany obraz warmińskiej małomiasteczkowej społeczności, relacje jakie zachodzą między mieszkającymi tam ludźmi tworzą coś w rodzaju antyutopii i stoją w zdecydowanej opozycji do sielskości tych terenów tak chętnie przez ostatnich kilka lat opisywanych w powieściach obyczajowych. Tu Warmia jest tłem dla zbrodni i tajemnicy”. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Szkice o reportażu w RDC

Sygnalizowałem ukazanie się tej pozycji już w listopadzie. Teraz zamieszczam link do strony radia RDC, gdzie posłuchać można wywiadu z autorką, czyli dr Bernadettą Darską. Do programu Strefa Kultury zaprosiła ją Teresa Drozda i ona właśnie przeprowadziła rozmowę o książce „Pamięć codzienności, codzienność pamiętania”. Wspomniany link znajduje się tutaj: http://www.rdc.pl/publikacja/strefa-kultury-przeglad-debiutow-ze-studia-munka-o-stanislawie-baranczaku-szkice-o-polskich-reportazystach/

poniedziałek, 12 stycznia 2015

O „Powrozie” w „Nowych Książkach”

W cenionym warszawskim miesięczniku „Nowe Książki” ukazało się obszerne omówienie „Powrozu” autorstwa prof. Sławomira Buryły. Autor tekstu jest znawcą literatury wojny i okupacji, a zwłaszcza problematyki Holocaustu. W tekście zatytułowanym „Kryminał z historią w tle” pisze m.in.: „Tę powieść wypada usytuować w coraz liczniejszej grupie kryminałów sięgających do dwudziestowiecznej historii Polski. Ich autorzy często umieszczają akcję w realiach międzywojnia, czasach okupacji lub w pierwszych latach powojennych. Czynią tak Wroński i Czubaj. Czyni tak również Białkowski. U Czubaja i Białkowskiego dodatkowo wydarzenia z przeszłości rzutują na przyszłość. […] Białkowski nie tylko konstruuje ciekawą opowieść kryminalną, ale też stara się wiernie oddać realia społeczne i obyczajowe. Zwłaszcza część pierwsza (Wtedy) wypada przekonująco. Świat powojennej „wielkiej trwogi” przedstawiono niezwykle sugestywnie”.

niedziela, 11 stycznia 2015

„Powróz” na lubimyczytać.pl

Dzisiaj kilka opinii czytelników bardzo popularnego portalu, którzy sięgnęli po moją najnowszą książkę. „Podoba mi się przeplatanie historii z fikcją literacką i złożona postać głównej bohaterki”, pisze Dariusz Jaroń. Nataśka zachęca do lektury, pisząc: „warta przeczytania, smutna ale intrygująca, pochłonęłam w jeden wieczór”. Zaś Magdalena uważa, że „Powróz” to: „Solidna rodzima książka z historią kryminalną i wątkiem historycznym w tle. Nie trzeba się jej wstydzić. Czyta się naprawdę dobrze. Zakończenie zaskakuje, są chwile pełne emocji”. Więcej opinii czytelników znaleźć można tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/203999/powroz

środa, 7 stycznia 2015

„Powróz” w kolejnym podsumowaniu



Tym razem w Radiu Olsztyn, gdzie ceniony w kraju pisarz Włodzimierz Kowalewski prowadzi rubrykę z felietonami. Wśród znakomitych tytułów wymienia moją powieść, o której pisze: „Tomasz Białkowski wydał „Powróz” – ambitny thriller przynoszący nie tylko wartką akcję, ale też refleksję na temat zachowań społecznych, historii i źródeł zła prowadzącego do zbrodni. Białkowski to również jedyny olsztyński prozaik tłumaczony w zeszłym roku za granicą – w formie e-booka ukazało się niemieckie wydanie jego kryminału „Drzewo morwowe”. Cały felieton można przeczytać tutaj: http://ro.com.pl/minal-rok-2014/01180497

wtorek, 6 stycznia 2015

piątek, 2 stycznia 2015

„Powróz” na koniec roku

Całkiem miło zakończył się dla mnie rok 2014. TVP Olsztyn w podsumowaniu ostatnich dwunastu miesięcy odnotowuje pojawienie się mojej książki. Informacje kulturalne można zobaczyć tutaj: http://olsztyn.tvp.pl/18222326/281214 Zaś Leszek Koźmiński na Kryminalnej Pile w omówieniu tytułów wydanych w roku 2014 poświęca „Powrozowi” cały akapit pisząc m.in.: „To kryminał o udanej fabule, niebanalnej zagadce i ciekawym bohaterze. To utwór z podwójnym dnem i głębszą refleksją o ludzkiej naturze i etycznej trwałości ludzkich zasad”. Całe podsumowanie prześledzić można zaglądając tutaj: http://kryminalnapila.blogspot.com/2014/12/moj-kryminalno-literacki-rok-2014.html

wtorek, 30 grudnia 2014

Rok 2014 w literaturze Warmii i Mazur

Kończący się rok nie był zły dla literatury powstającej na terenie Warmii i Mazur oraz o tym miejscu traktującej. To ważne rozgraniczenie. Część twórców mieszka bowiem na Warmii i Mazurach, tutaj właśnie tworzy, inni zaś wracają w swoich książkach do Olsztyna i okolic. Znalazłem blisko dwadzieścia publikacji z różnych względów godnych odnotowania. Nie wartościuję ich, nie oceniam. Być może dla niektórych z Państwa wymienione poniżej tytuły okażą się cenne, chociażby z racji czasowego przebywania w Krainie Tysiąca Jezior, dla innych zaś będą zwyczajnie nowością. Ale po kolei.
Lokalsi. Tu na pierwszym miejscu pragnę wymienić książkę cenionego w kraju prozaika Mariusza Sieniewicza. „Walizki hipochondryka” są jego siódmą książką. Powieść wydało krakowskie wydawnictwo Znak. „Terra nullius” to tom poezji Kazimierza Brakonieckiego, współtwórcy pisma „Borussia”, animatora kultury. Jego tom wydało wydawnictwo Z bliska. Również książkę poetycką opublikował kustosz muzeum w Praniu, Wojciech Kass. „Ba!” ukazało się nakładem sopockiego „Toposu”. Powieść „Bat na koty” wydał Jerzy Niemczuk. Szerokiej publiczności znany jako scenarzysta popularnego serialu „Ranczo”. Książkę wydało krakowskie Wydawnictwo Literackie. Elblążanin Tomasz Stężała opublikował powieści historyczne „Aptekarz” oraz „Kapitanowie 1941”. Obie książki ukazały się w Warszawskim Instytucie Wydawniczym Erica. Niezwykle popularny na Warmii autor, Edward Cyfus, opublikował poszerzone wydanie sagi „A życie toczy się dalej”. W tym przypadku wydawcą jest oficyna Retman. Jeśli jestem przy twórcach poczytnych, muszę odnotować aż dwie książki Katarzyny Enerlich. Są to „Prowincja pełna czarów” i, żeby nie było wątpliwości, „Prowincja pełna szeptów”, stanowiące piąty i szósty tom serii wydawanej przez warszawskie wydawnictwo MG. Skoro już jestem przy literaturze popularnej, odnotowuję wydanie książki autorki mieszkającej w podolsztyńskim Barczewie, Renaty Kosin. „Tajemnice Luizy Bein” wydało również warszawskie wydawnictwo, czyli Nasza Księgarnia. Inny książkowy moloch Buchmann zdecydował się na opublikowanie książki Joanny Posoch pt. „Lawendowe pole, czyli jak opuścić miasto na dobre. Poradnik”.
Niektórzy autorzy wręcz przeciwnie, opuścili prowincję na dobre i zamieszkali chociażby w Warszawie. Pochodzący z Lidzbarka Warmińskiego profesor Zbigniew Mikołejko opublikował „We władzy wisielca. Ciemne moce okrutne liturgie”. Drugi tom wyszedł nakładem gdańskiej oficyny słowo/obraz terytoria. Absolwent olsztyńskiego LO I Jakub Żulczyk wydał, nominowaną do tegorocznych Paszportów Polityki, powieść „Ślepnąc od świateł”. To kolejna książka wydana w wielkim wydawnictwie, bo za takie uznać należy Świat Książki. Również w Warszawie mieszka od lat autor „Pozdrowień z Londynu” Krzysztof Beśka. Kolejny kryminał retro wydał w poznańskim Domu Wydawniczym Rebis. W Gdańsku mieszka, chociaż w Warszawie wydaje, Piotr Sender, do niedawna mieszkaniec podolsztyńskich Giedajt. Jego książka nosi tytuł „Po drugiej stronie cienia”. Tę powieść wydało wydawnictwo Uroboros. Michał Olszewski swego czasu opuścił Ełk, by zamieszkać w Krakowie. Debiutował głośnym „Do Amsterdamu”. Teraz wydał reportaże zatytułowane „Najlepsze buty na świecie”. Tutaj wydawcą jest ceniona oficyna Czarne z Wołowca. Jeszcze dalej, bo do Niemiec, wyjechał przed laty Piotr Piaszczyński. Poeta opublikował wiersze zebrane w tomie „Przerwa w podróży”. Wydawcą książki jest Mamiko. Wszystkich przebija mieszkający za Oceanem Atlantyckim Waldemar Kontewicz, autor zbioru wierszy „Appendix”. Wydawcą jest Polski Fundusz Wydawniczy w Toronto.
Osobnym nazwiskiem w tym gronie jest Zygmunt Miłoszewski. Autor popularnych kryminałów napisał powieść „Gniew”, której akcja rozgrywa się w Olsztynie. Wydawcą jest warszawskie wydawnictwo W.A.B. Warto również zauważyć dwa zbiory opowiadań. Pierwszym jest „Toystories” – zbiór z gatunku fantastyki zawierający m.in. teksty olsztyniaków (Wydawnictwo Morpho) oraz „Kryminalny Olsztyn. Koszary” – zbiór opowiadań z dreszczykiem (Wydawnictwo Oficynka). Na koniec odrobina prywaty – przywołam też „Powróz”. To powieść, której akcja toczy się w małym warmińskim miasteczku.

Być może jakieś nazwisko umknęło mojej uwadze. Przepraszam i proszę o wyrozumiałość. Nie da się dotrzeć do wszystkich tytułów. Myślę jednak, że przedstawiony spis jest wystarczająco kompletny, aby przybliżyć Państwu dokonania twórców z i o Warmii i Mazurach piszących. 

piątek, 26 grudnia 2014

Choinka

Albo Wielce Subiektywny Wybór Najciekawszych Pozycji Książkowych Mijającego Roku z Uwzględnieniem Dokonań Własnych.


środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Życzę Państwu pięknych, radosnych świąt. Spokoju, bezpieczeństwa i czasu na zadumę. Zdrowia oraz nadziei, bez której życie jest okaleczone i niepełne. Szczęścia i miłości. Wesołych Świąt!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

O „Powrozie” z perspektywy piwnicy

Marcin Włodarski zabrał do piwnicy pełnej książek moją najnowszą powieść. O swoich wrażeniach pisze na blogu. Przytaczam niewielki fragment: „Lokalność a jednocześnie uniwersalność tej opowieści stanowi o sile „Powrozu”. Cieszę się, że nie musiałem brnąć przez szczegółowe opisy miejsc zbrodni, specyfikacji kolejnej broni palnej, charakterystyk sztuk walki jakie pojął jeden z bohaterów itd. Tomasz Białkowski zaserwował książkę do pociągu bardzo szybko się czytającą. Myślę, że w tym gatunku wypracował już swój rozpoznawalny styl. To styl bardzo oszczędny, omijający konstrukcje z detektywami, prawnikami, medycyną sądową. Urok tych kryminałów może polegać na podglądaniu zachowań ludzi, ludzi z naszego otoczenia”. Całość tekstu znajduje się tutaj: http://czytaniewpiwnicy.blogspot.com/2014/12/tomasz-biakowski-powroz.html

wtorek, 16 grudnia 2014

Premiera "Der Maulbeerbaum"

Dziesięć dni temu wydawca umieścił okładkę książki na swojej stronie. Dzisiaj, tj. 16 grudnia ma premierę „Der Maulbeerbaum” – Ein Masurenkrimi, czyli „Drzewo morwowe” w języku niemieckim. Pierwsza część trylogii z dziennikarzem śledczym Pawłem Werensem ma bardzo atrakcyjną cenę. 5,99euro to dla berlińskiego czytelnika równowartość filiżanki kawy i ciastka. Mam nadzieję, że będzie to dużą zachętą do sięgnięcia po powieść. Zdaje się, że „Der Maulbeerbaum” jest pierwszym współczesnym kryminałem polskiego autora, którego akcja toczy się na Mazurach. Czy to wystarczy, aby zainteresować czytelników zza Odry, czas pokaże. E-booka można kupić zaglądając tutaj: http://www.shop.schruf-stipetic.de/produkt/maulbeerbaum-ein-masurenkrimi/

sobota, 13 grudnia 2014

Pisarze.pl o „Powrozie”

Na stronie http://pisarze.pl/ znalazła się opinia o „Powrozie” autorstwa Józefa Jacka Rojka, który tak oto pisze o książce: „(…) mimo, że jest to powieść z gatunku kryminału, to jednak mamy w niej więcej przesłania psychologicznego niż intrygi kryminalnej, gatunku prozy psychologicznej niż wątków „dochodzeniowych” w celu wykrycia zbrodni. I nie tylko. Ba, dodałbym nawet, że więcej tu przesłanek z gatunku horroru czy nawet z thrillera: wszak opis „przygotowywania” powieszenia głównej bohaterki ma coś właśnie z tego gatunku powieściowego, i jest właśnie coraz bardziej „celebrowany” w (...) ostatnich powieściach”.

czwartek, 11 grudnia 2014

Olga Tokarczuk w Olsztynie

Nie mogą narzekać miłośnicy dobrej literatury w Olsztynie. Po wtorkowym spotkaniu z Zygmuntem Miłoszewskim następnego dnia mieli okazję posłuchać rozmowy z Olgą Tokarczuk. Laureatka wielu prestiżowych nagród przyjechała do grodu nad Łyną aby promować swoją najnowszą książkę, czyli „Księgi Jakubowe”. Dom Mendelsohna był wypełniony do ostatniego miejsca. Fragmenty powieści przeczytali studenci Studium Aktorskiego przy Teatrze im. Jaracza. Rozmowę z pisarką poprowadziła dziennikarka Radia Olsztyn Ewa Zdrojkowska. Tokarczuk opowiedziała o kontrowersyjnej postaci jaką był Jakub Frank, żyjący w osiemnastym wieku twórca sekty frankistów, prorok, mistyk i filozof. Były pytania z sali dotyczące pracy nad dziewięciusetstronicową powieścią, inspiracje i tygiel kulturowo-społeczny jakim po dzień dzisiejszy jest Europa zwana Środkową. Podobnie jak w przypadku spotkania z Miłoszewskim zakończę słowami: Kto nie był niechaj żałuje. 





środa, 10 grudnia 2014

Zygmunt Miłoszewski w Olsztynie

Wczorajszego popołudnia wybrałem się na spotkanie z Zygmuntem Miłoszewskim, który promował swoją najnowszą powieść, czyli „Gniew”. Książnica Polska przeżyła prawdziwe oblężenie fanów pisarza i serii o prokuratorze Szackim. Spotkanie poprowadziła dr Bernadetta Darska. Padały pytania o głównego bohatera trylogii, rolę kryminałów, przemoc domową, rolę miasta w powieściach pisarza, o zło, upodobania lekturowe, wreszcie o wchodzący w styczniu na ekrany kin film. Padła deklaracja o zaprzestaniu pisania kryminałów, co publiczność przyjęła z żalem. Autor odpowiadał z właściwą sobie lekkością, dowcipnie i precyzyjnie. Reasumując, kto nie był niechaj żałuje. Bardzo udane spotkanie, po którym pisarz dobrą godzinę podpisywał egzemplarze swoich książek.











poniedziałek, 8 grudnia 2014

Kolejna opinia o „Powrozie”

„(...) autor ukazał problem i jego przyczyny, z jakimi borykamy się my Polacy w kolejnym pokoleniu od czasu wojny – brak rozliczeń ze wstydliwą przeszłością, w której najbardziej pokrzywdzonymi były dzieci. Win, uczynków, zdarzeń, a czasami zbrodni, które, jak liszaje, wychodzą spod tynku współczesnej elewacji. Autor, niczym dobry konserwator, odsłania w formule kryminału, kolejne warstwy chorej materii, docierając do sedna problemu. Do nas samych”. Tak pisze o „Powrozie” Clevera na chętnie odwiedzanym blogu „Od deski do deski”. Całość tekstu znajduje się tutaj: http://clevera.blox.pl/2014/12/Powroz-8211-Tomasz-Bialkowski.html

sobota, 6 grudnia 2014

„Der Maulbeerbaum”, czyli „Drzewo morwowe” po niemiecku

Pierwszy tom przygód dziennikarza śledczego Pawła Werensa pojawił się w księgarniach latem 2012 roku. Już za kilka dni, a dokładnie 15 grudnia, na rynku niemieckojęzycznym zadebiutuje „Der Maulbeerbaum”, czyli „Drzewo morwowe”. Książka zostaje wydana w wersji elektronicznej. Tłumaczenia podjęła się dr Ewa Krauss. Wydawcą jest berlińska oficyna Schruf&Stipetic. Więcej można znaleźć tutaj: http://www.schruf-stipetic.de/der-maulbeerbaum-ein-kriminalroman-von-tomasz-bialkowski/

czwartek, 4 grudnia 2014

Patrick Modiano „Nawroty nocy”

„(…) albo męczeństwo albo sanatorium. – Na przykład całkiem drobna robota konfidenta, nic by to panu nie mówiło?, pytał mnie Khedive. – Bardzo hojnie wynagradzana, dorzucił Monsieur Philibert. I zupełnie legalna. Wystawimy panu kartę policyjną i zezwolenie na broń. – Chodzi o to, żeby się pan wkręcił do tajnej organizacji po to, by ją zniszczyć. – Przy zachowaniu odrobiny roztropności nie będą pana podejrzewać. – Wydaje mi się, że pan wzbudza zaufanie. – I że można panu dać Pana Boga bez spowiedzi. – Ma pan obiecujący uśmiech. – I piękne oczy, chłopcze! – Zdrajcy zawsze mają jasne spojrzenie.” Taki oto wybór staje przed bohaterem książki tegorocznego noblisty Patricka Modiano. Akcja jego krótkiej powieści toczy się podczas drugiej wojny światowej na ulicach Paryża. Bohater przyjmuje propozycję. Jego wybór jest tragiczny. Nie ma wątpliwości jak skończy: „Twierdza Montrouge pewnego grudniowego poranka. Pluton egzekucyjny. (…) Jakkolwiek by było, moi wspólnicy zabiją mnie, zanim jeszcze Moralność, Sprawiedliwość, Ludzkość wyjdą znów na światło dzienne, aby mnie upokorzyć”. Dramat człowieka będącego trybikiem Wielkiej Historii dobrze oddaje następująca myśl: „(…) jestem tylko przerażonym motylem latającym od jednej lampy do drugiej i za każdym razem opalającym sobie coraz bardziej skrzydła”. Modiano warto czytać jeszcze z jednego powodu. Dla wspaniałego języka. Niewielki przykład: „Godzina piąta po południu. Słońce rzuca na plac wielkie płachty ciszy”. Prawda, że pięknie?