piątek, 22 maja 2015

O „Powrozie” w Angorze

Tygodnik „Angora” w numerze z dnia 17 maja 2015 zamieszcza opinię o mojej powieści. Jackek Binkowski w tekście pt. „Tajemnica pewnego ogrodu” zauważa: „Autor „Powrozu” doskonale łączy intrygę kryminalną z historią oraz nastrojem współczesnej prowincji. Warmia u Białkowskiego nie ma nic wspólnego z sielankowymi opisami z popularnych dziś obyczajowych opowieści. Miasteczko, do którego przyjeżdża Iga Spica, tworzą miejscowi „celebryci” uwikłani w tajemnice z przeszłości, bezradny policjant i nieufni wobec obcych oraz pogrążeni w hipokryzji mieszkańcy. A cała ta mroczna historia sięga korzeniami czasów, gdy powojenna zawierucha wciąż sprzyjała moralnej zapaści”. 

czwartek, 21 maja 2015

Wawrzyn 2014 wręczony!

Michał Olszewski może uznać ostatnie dni za bardzo udane. Za książkę pt. „Najlepsze buty na świecie” otrzymał prestiżową Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego, a wczoraj odebrał kolejny laur. Jest nim najważniejsze wyróżnienie w tej części Polski, czyli Literacka Nagroda Warmii i Mazur Wawrzyn. Olszewski pochodzi z Ełku, od lat jednak nie mieszka w tym mieście. Pełni stanowisko redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” w Krakowie. Tam ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest autorem reportaży, opowiadań, szkiców. Debiutował nagrodzonym w konkursie wydawnictwa Znak zbiorem opowiadań pt. „Do Amsterdamu” (2003). Nagrodę Czytelników otrzymał mieszkający w Olsztynie Mariusz Sieniewicz. Tego cenionego pisarza uhonorowano już nagrodą główną w roku 2010. Teraz czytelnicy zagłosowali na jego powieść pt. „Walizki hipochondryka”. Dla niektórych może to być zaskoczenie, bo za oczywistego faworyta w tej kategorii uważali Zygmunta Miłoszewskiego, autora bestsellerowych powieści, które są błyskawicznie ekranizowane. Jak widać czytelnicy olsztyńscy wolą swoich autorów i notowania list sprzedaży nie są dla nich najważniejsze. Wszystkim finalistom i laureatom serdecznie gratuluję!

piątek, 15 maja 2015

Nagroda im. R. Kapuścińskiego przyznana

Do sześciu razy sztuka, chciałoby się powiedzieć widząc wskazania jurorów Nagrody im. R. Kapuścińskiego za najlepszy reportaż literacki. Dlaczego? Otóż, pierwszy raz w historii tej bardzo prestiżowej nagrody wygrał polski autor. Co prawda musiał podzielić się wygraną, lecz nie z byle kim. Swietłana Aleksijewicz zdobyła już to cenne wyróżnienie w edycji 2010. Wówczas doceniono jej reportaż pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Wczoraj nagrodzono książkę pt. „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”. Polskim pisarzem, o którym wspomniałem na wstępie, jest pochodzący z Ełku Michał Olszewski. Jury wręczyło mu czek na 25 tysięcy złotych za książkę pt. „Najlepsze buty na świecie”. Obie pozycje wydało wydawnictwo Czarne. A tak na marginesie. Ciekaw jestem jak to wpłynie na wskazania jurorów Wawrzynu, najważniejszej nagrody w regionie, do której Michał Olszewski również jest nominowany? Przypomnę, że finał już w najbliższą środę.

środa, 13 maja 2015

Magdalena Tulli w Olsztynie

Scena Margines olsztyńskiego Teatru im. S. Jaracza nie zwalnia tempa. Dopiero co odbyła się  premiera rewelacyjnej sztuki „Złoty Smok” w reżyserii Iwo Vedrala a już za chwilę spotkanie z Magdaleną Tulli. Pisarki specjalnie przedstawiać nie trzeba. Miłośnicy literatury doskonale ją znają. To autorka bardzo ceniona przez krytykę, nagradzana, czytana i tłumaczona. Sama również zajmuje się przekładem. W Olsztynie zostanie zaprezentowany fragment jej książki pt. „Szum”. Zadania tego podjęła się Lucy Sosnowska. Wystąpią aktorzy tutejszego teatru. Rozmowę po prezentacji poprowadzi dr Bernadetta Darska. Spotkanie odbędzie się w najbliższy poniedziałek, czyli 18 maja o godzinie 18:00.

niedziela, 10 maja 2015

Witajcie w „Złotym Smoku”!

Na taką sztukę czekałem od bardzo dawna. „Złoty Smok” w reżyserii Iwa Vedrala to inscenizacja znakomita, smaczna jak potrawy podawane w tytułowym „Złotym Smoku”, restauracji gdzieś na zachodzie Europy, w której pracuje piątka azjatyckich kucharzy. To punkt wyjścia do historii rozgrywających się w mieszkaniach sytych obywateli klasy średniej, ich papierowych dramatów, lęków tłumionych alkoholem i płatnym seksem. Historii przenoszącej się nad ocean, na pokład samolotu, z którego dwie stewardessy obserwują łódź z nielegalnymi emigrantami. To oni, anonimowi w swej masie, stają się najtańszą z możliwych siłą roboczą. Pracują za minimalne stawki, można właściwie bezkarnie zrobić z nimi wszystko. Wykorzystać ekonomicznie, seksualnie i emocjonalnie. Nie zaprotestują, bo syty świat, do którego przybyli, nie słyszy ich głosów. Wszak żyją ukryci w ciasnych, gorących kuchniach. Tam pracują od rana do nocy, to do tych zatłuszczonych ścian ogranicza się ich funkcjonowanie. Klienci widzą jedynie efekt ich pracy. To smaczne egzotyczne potrawy doprawione pachnącym imbirem. Ale pewnego dnia do talerza trafia zakrwawiony ludzki ząb. Należał do młodego Azjaty, którego nie stać było na wizytę u drogiego dentysty. Sprawę miały załatwić czerwone obcęgi z szuflady na zapleczu. Stało się inaczej, chłopak wykrwawił się na śmierć.
Iwo Vedral bardzo dokładnie przemyślał tekst niemieckiego dramaturga Rolanda Schimmelpfenniga. Stworzył bardzo inteligentną opowieść. Uniknął błędów, które popełnił Redbad Klijnstra kilka lat wcześniej, przystępując do reżyserii „Złotego Smoka” w jednym ze stołecznych teatrów. Aktorzy olsztyńskiej inscenizacji w osobach: Joanny Fertacz, Małgorzaty Rydzyńskiej, Grzegorza Gromka, Dominika Jakubczaka i Jarosława Borodziuka nie silą się na pseudochiński język. Mówią poprawną polszczyzną, co każe zastanowić się nad szeroko rozumianą figurą wykluczenia.
Pomyślałem, że akcja sztuki mogłaby rozgrywać się nie w restauracji zatrudniającej nielegalnych Azjatów, lecz chociażby w jakiejś podolsztyńskiej masarni czy przetwórni ryb, gdzie pozycja najmowanych tam pracowników jest równie beznadziejna, są źle opłacani, a pakiet socjalny ogranicza się do brutalnej konstatacji: „Cieszcie się, że macie jakiekolwiek zajęcie”. Mniej więcej w taki sposób mówi pracowita, pragmatyczna Mrówka do Świerszcza. Ciesz się, że masz dach nad głową. Mógłbyś nie mieć nawet tego. Te dwie postaci, ich wątek rozwijający się konsekwentnie aż do finałowej sceny są kapitalne. Oto Mrówka, symbolizująca jednakową masę, staje się panią losu uduchowionego Świerszcza. Odziera go z wszystkiego, co stanowi sens jego istnienia. Na co mi twój taniec?, pyta złośliwie. Może to być pytanie o rolę artysty w mrówczym systemie, gdzie istotne jest wyłącznie posiadanie. Sztuka nie jest wartością, bo nie zapewnia przetrwania? Te postaci, ich historia, która może być demoniczną przypowieścią, to kolejny dowód na mistrzostwo inscenizacji Vedrala. 
Sztuka została rozpisana na kilkanaście ról. W tym spektaklu każda z nich jest czytelna, jej postępowanie umotywowane logicznie. W „Złotym Smoku” zadbano o każdy szczegół. Tu wszystko wzajemne się przenika. Jest po coś. Znakomita muzyka, scenografia, ruch sceniczny. Reżyser uniknął tego co można zobaczyć bardzo często na krajowych scenach. Mam na myśli opisywanie świata poprzez przedstawienie go z perspektywy jakiejś grupy wykluczonych, osób żyjących w mikroświatach. Losy tych, którzy żyją w kuchennym getcie, przenikają się z tymi mieszkającymi w pozornie lepszym świecie. Tworzą jeden organizm, w którym trudno jednoznacznie wskazać element pasożytniczy. I to jest w tym tekście niezwykle istotne.

„Złoty Smok” to szalona opowieść, w której konsekwentnie prowadzonych jest kilka wątków pozornie nieprzystających do siebie. W finale łączą się one ze sobą, dając diagnozę gorzką, choć boleśnie prawdziwą. Młody Chińczyk wróci do domu. Tyle tylko, że nie będzie to powrót tryumfalny. Jego zwłoki opłyną pół świata. Tragiczno-groteskowa śmierć obcego nie wzruszy nikogo. To śmierć głupia, niewyobrażalna w zachodnim świecie. Bo czy może obchodzić nas los ludzi żyjących na zapleczach takich barów, fabryk, magazynów, noclegowni? Gorąco namawiam do odwiedzenia olsztyńskiej Sceny Margines. „Złoty Smok” to bardzo mądry tekst przeniesiony na deski teatru przez inteligentnych, obdarzonych wielką wrażliwością twórców. 

Zdjęcia pochodzą z archiwum Sceny Margines Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie.

Materiał nadesłany, czyli WAWRZYN live

11-15 maja /poniedziałek-piątek/ 2015 r.
WAWRZYN live! – głośne czytanie fragmentów książek nominowanych do WAWRZYNU – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur za rok 2014 i głosowanie na WAWRZYN – Nagrodę Czytelników. W tygodniu poprzedzającym wręczenie WAWRZYNU – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur zachęcamy do zapoznania się z książkami nominowanymi i zagłosowaniu na swojego faworyta do Nagrody Czytelników. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać utworów nominowanych do WAWRZYNU - Literackiej Nagrody Warmii i Mazur, wpadnijcie do jednej z olsztyńskich kawiarni. Od 11 do 15 maja będziemy się codziennie GŁOŚNO CZYTAĆ fragmenty nominowanych książek. Codziennie inny tekst, codziennie inna kawa (lub herbata). Teksty zaprezentują Julia Chętkowska i Szymon Kołodziejczyk, słuchacze Policealnego Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie. Podczas spotkania będzie można zagłosować na swojego faworyta, a także wziąć udział w dyskusji i quizie z nagrodami.

PROGRAM:
  • 11 maja /poniedziałek/ 2015 r., godz. 17.00
„Gniew” Zygmunta Miłoszewskiego
Si Si Coffee, Stare Miasto 28
  • 12 maja /wtorek/ 2015 r., godz. 17.00
„Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego
Coffee Station, ul. Prosta 18/22
  • 13 maja /środa/ 2015 r., godz. 17.00
„Walizki hipochondryka” Mariusza Sieniewicza
House Cafe, ul. Stare Miasto 11/16
  • 14 maja /czwartek/ 2015 r., godz. 17.00
„Serwus chrabąszcze” Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak
Kawiarnia Filmowa Awangarda Bis, ul. Staromiejska 13
  • 15 maja /piątek/ 2015 r., godz. 17.00
„Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka
Farsha Cafe & Pub, ul. Lelewela 7


czwartek, 7 maja 2015

„Złoty Smok” w Teatrze im. Jaracza

Wybieram się na olsztyńską premierę sztuki niemieckiego dramaturga Rolanda Schimmelpfenniga pt. „Złoty Smok”. Tekst tego utworu można było znaleźć na łamach branżowego „Dialogu” (9/2010) w przekładzie Elżbiety Ogrodowskiej-Jesionek. Kilka lat temu reżyserii „Złotego Smoka” podjął się Redbad Klijnstra. W Olsztynie zadanie to wykonał Iwo Vedral. Młody reżyser jest absolwentem krakowskiej PWST. Ma w swoim dorobku reżyserię tekstów takich twórców jak: Henryk Ibsen, Artur Miller, Wiktor Sorokin, czy przedwcześnie zmarły angielski dramatopisarz Joe Orton. Warto wiedzieć, że „Złoty Smok” to tekst obsypany nagrodami, pokazywany na świecie. Opowiada historię nielegalnego chińskiego emigranta, któremu usunięto ząb za pomocą obcęgów. Akcja sztuki rozgrywa się na terenie tytułowej restauracji, czyli w chińsko-wietnamsko-tajskim „Złotym Smoku”. Właściwie na jej zapleczu, w małej kuchni, gdzie panuje ciasnota, zaduch, mieszają się egzotyczne zapachy. To tutaj toczy się opowieść o losie ludzi, którzy szukają lepszego życia w obcym im świecie. Są pozbawieni praw, opieki socjalnej, funkcjonują poza systemem. Olsztyńska premiera już w najbliższą sobotę. Przed sztuką odbędzie się wernisaż prac Marty Frej.

wtorek, 5 maja 2015

Uzasadnienie socjologiczno-historyczno-moralne

Przyglądam się nagrodom przyznawanym w naszym kraju, ich nieprzebranej ilości, listom nazwisk laureatów, ich powtarzalności, przewidywalności wskazań, muskułom napinanym przy tej okazji. W książce pt. „Pamiętam, że było gorąco” Katarzyna Bielas i Jacek Szczerba rozmawiają z nieobecnym już wśród nas pisarzem, scenarzystą i reżyserem Tadeuszem Konwickim. Zapytany o nagrody, odpowiedział z właściwą sobie celnością: „Teraz właściwie pokazują się same arcydzieła. Każda książka, każdy spektakl jest – jak piszą dziennikarze i krytycy – czymś niesłychanym. Wszyscy są zachwyceni sobą. Szejkhendy, całusy, nagrody. To musi mieć jakieś uzasadnienie socjologiczno-historyczno-moralne. W moim pokoleniu wszyscy byli z siebie niezadowoleni. Wszystko było jak gdyby nie tak, nie z tej strony, nie do końca. Byliśmy kwaśni. (…) Nagrody też znaczyły co innego. Pamiętam, jak przed wojną, Dąbrowska czy Nałkowska, miała dostać jakieś ważne odznaczenie – Nagrodę Miasta Warszawy albo Krzyż Kawalerski Polonia Restituta. Cały kraj żył tym przez rok. To było niezwykłe wydarzenie. A teraz prawie każdy Polak jest laureatem czegoś”. 

środa, 29 kwietnia 2015

Nihil novi

Chciałoby się powtórzyć za twórcami konstytucji sejmu radomskiego, widząc listę nazwisk nominowanych do tegorocznej Nagrody Wielkiego Kalibru. Jurorzy postanowili pobić rekord świata w nominowaniu tych samych nazwisk. Wskazania są następujące: Marcin Wroński, ubiegłoroczny zwycięzca, Zygmunt Miłoszewski, dwukrotny laureat, Mariusz Czubaj, zwycięzca z roku 2009, Wojciech Chmielarz, nominowany po raz trzeci. Stawkę uzupełniają: laureat tegorocznej Kryminalnej Piły Ryszard Ćwirlej, Małgorzata Sobieszczańska i Katarzyna Bonda. Ta ostatnia autorka narobiła wiele zamieszania w ubiegłym roku wydając bestsellerową powieść pt. „Pochłaniacz”. Zmęczony i znudzony ciągłymi nominacjami tych samych nazwisk, trzymam mocno kciuki za Bondę. To pisarka o dużych możliwościach, pracowita i, co ważne, utalentowana. Jak najbardziej zasługuje na tegoroczną nagrodę. Pisałem o jej "Pochłaniaczu" tutaj:  http://tomaszbialkowski.blogspot.com/2014/06/katarzyna-bonda-pochaniacz.html
Kto otrzyma nagrodę, okaże się podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Siedem zero pięć

Czyli siedem godzin i pięć minut. Tyle wynosi czas trwania audiobooka „Powróz” w interpretacji Marcina Popczyńskiego. Wczoraj wydawca przesłał mi egzemplarze autorskie, co oznacza, że książka do słuchania jest już dostępna w sklepach. Cena okładkowa wynosi 21,95 zł. W internecie jest znacznie taniej. Np. tutaj aż o 35 procent!: http://czytam.pl/k,ks_382866,Powroz-Audiobook-Bialkowski-Tomasz.html . Aktor „jest obdarzony świetnym, niskim i ciepłym głosem” zapewnia wydawca. Potwierdzam. Słucha się z dużą przyjemnością. Oczywiście, polecam!

sobota, 25 kwietnia 2015

Nagrody Literackie Miasta Stołecznego Warszawy wręczone

Należałoby powiedzieć, że nie do końca. Powód? Tegoroczny laureat Kapituły Nagrody za całokształt twórczości, czyli poeta Jarosław Marek Rymkiewicz, zrezygnował z przyjęcia tego lauru. Cytując za Onetem: „Pisarz odmówił przyjęcia nagrody nie podając powodów”. Zupełnie inaczej sprawę przedstawia Telewizja Republika. Tam niedoszły laureat mówi tak: „Ta nagroda jest przyznawana przez miasto, którym rządzi Hanna Gronkiwicz-Waltz, z tego powodu nie mogłem jej przyjąć”. Dodał do tego, że: „Wypisuję się z tego państwa, to nie jest moje państwo, nie chcę mieć z nim nic wspólnego”. Podatki jednak znany poeta płacić chyba musi? W tym wypadku byłby to należny fiskusowi podatek od stu tysięcy złotych, bo tyle nagroda wynosi. Dodam, że nagrodę w kategorii proza otrzymał Andrzej Stasiuk, zaś za tom poezji wyróżniono cenioną autorkę z Wrocławia Urszulę Kozioł. Pozostali laureaci to: Anna Piwkowska, Emilia Bojańczyk, Elżbieta Markowska i Katarzyna Naliwajek-Mazurek. W przypadku tych twórców problemu z wręczeniem nagrody nie było. Dodam, że pieniądze, których Rymkiewicz nie przyjął, zostaną przeznaczone na stypendia dla młodych literatów. I bardzo dobrze.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Nagroda Orfeusza nr 4 – nominacje

Po reporterach, twórcach kryminałów pora na jedno ze wskazań w światku poetyckim. Mam na myśli Orfeusza Nagrodę Poetycką, która w tym roku ma swoją czwartą odsłonę. W piątek jury ogłosiło listę dwudziestu książek, z których wybierze najciekawszą. Ta informacja jest jednak bardzo tajemnicza. Dość powiedzieć, że na stronie organizatorów ciągle jej nie ma. Znalazłem ją w zupełnie innym miejscu. Ale po kolei. Kilka statystyk. Tradycyjnie, najwięcej nominacji, bo aż pięć, otrzymało wydawnictwo Topos z Sopotu. Cztery są udziałem krakowskiego Wydawnictwa Literackiego. Również cztery otrzymało wrocławskie Biuro Literackie. Pozostałych sześć nominacji przypadło częściowo egzotycznym wydawcom, np. Republice Ostrowskiej, Kurii Metropolitalnej „Gość Niedzielny” czy wydawnictwu Sonia Draga. To ostatnie nie kojarzy się z poezją a chociażby z „Pięćdziesięcioma twarzami Greya”. Obok nich są wydawnictwa: a5, Sic!, Ośrodek „Brama Grodzka-Teatr NN”, Z bliska. Teraz wymienię samych twórców. Wypatrzyłem wśród nich wiele głośnych nazwisk. Są laureaci Nagrody Nike, czyli Jarosław Marek Rymkiewicz i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Jest Jacek Podsiadło, który właśnie otrzymał Nagrodę Silesiusa za całokształt swojej twórczości. Jury nominowało laureata Orfeusza, czyli Przemysława Dakowicza. Są zdobywcy Nagrody Kościelskich: Urszula Kozioł, Adam Zagajewski oraz Nagrody Stanisława Piętaka: Kazimierz Brakoniecki, Piotr Szewc, jest nominowany do Silesiusa i Gdyni Roman Honet. Wyróżniono Jacka Łukasiewicza, posiadacza Nagrody im. Kazimierza Wyki. Wskazano Jarosława Mikołajewskiego, laureata Nagrody Literackiej m. st. Warszawy. Wszystkich nazwisk nie wymienię. Prędzej czy później pojawią się one na stronie organizatora. Warto zauważyć, że do Orfeusza Mazurskiego, który jest przyznawany w tym samym czasie co Nagroda Główna, wskazano tylko dwie osoby. Czwartego lipca w Praniu zostaną wybrani laureaci czwartej edycji. 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Kryminalna Piła dla Ćwirleja

Kwiecień i maj to miesiące, w których na tym blogu następuje istny wysyp informacji dotyczących organizowanych w kraju konkursów literackich. Niedawno pisałem o nominacjach za reportaż literacki i Wawrzyn, a już umieszczam wiadomość o wręczeniu nagrody za miejską powieść kryminalną. Tegorocznym laureatem Kryminalnej Piły za rok 2014 został Ryszard Ćwirlej. Jury doceniło jego „Błyskawiczną wypłatę”. Tym samym na konto autora nastąpiła błyskawiczna wpłata pięciu tysięcy złotych. Zwycięzca otrzymał również statuetkę, którą wręczono mu na III Festiwalu Kryminału w Pile. "Błyskawiczna wypłata" to szósta część cyklu pt. „Milicjanci z Poznania”. Tym razem funkcjonariusze Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego muszą rozwiązać sprawę zuchwałego napadu na furgonetkę przewożącą pieniądze. Książkę, jak i poprzednią część cyklu, opublikowało wydawnictwo Zysk i S-ka. Dodam, że wyróżnienie w konkursie przypadło Mariuszowi Czubajowi za powieść pt. „Martwe popołudnie”.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Inga Iwasiów w Olsztynie

Namawiam Państwa do odwiedzenia w najbliższy poniedziałek, czyli 20 kwietnia, olsztyńskiego Teatru im. Jaracza. Tego dnia odbędzie się spotkanie z prof. Ingą Iwasiów. Bliżej przedstawiać jej nie trzeba. Prócz działalności naukowej, szefowania przez lata miesięcznikowi „Pogranicza” jest też znaną pisarką, autorką rozpraw, monografii i esejów. Debiutowała zbiorem opowiadań pt. „Miasto ja miasto”. Głośno zrobiło się o niej po premierze powieści pt. „Bambino”. Historii opowiadającej o losach ludzi, którzy przybyli po wojnie do Szczecina. Olsztyńskie spotkanie rozpocznie się od prezentacji fragmentów najnowszej książki pt. „W powietrzu”. Przygotowała ją mieszkająca na co dzień w Londynie reżyserka Martyna Łyko. Po prezentacji, na Scenie Kameralnej pojawi się sama autorka. Rozmowę z nią poprowadzi dr Bernadetta Darska. Początek spotkania o godzinie osiemnastej.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Finałowa piątka Nagrody im. Kapuścińskiego za rok 2014

Czy polski reporter wreszcie otrzyma Nagrodę im. Kapuścińskiego? Pytanie tak postawione oznacza, że w historii nagrody nigdy jurorzy nie wskazali rodzimego autora. Otrzymali ją: Jean Hatzfeld, Swietłana Aleksijewicz, Liao Yiwu, Ed Vulliamy i Elisabeth Asbrink. Ten laur jest przyznawany autorowi najlepszego reportażu literackiego, który pojawił się na polskim rynku książki w roku minionym. Po pięciu latach można postawić następującą tezę: Chcesz być w finale Nagrody im. Kapuścińskiego, wydaj swoją książkę w wydawnictwie Czarne. Dlaczego? Otóż, wszystkie zwycięskie książki ukazały się właśnie w tym wydawnictwie! W tym roku cztery z pięciu finałowych książek wydało Czarne. Są to: Drauzio Varella „Ostatni krąg. Najniebezpieczniejsze więzienie Brazylii”, Göran Rosenberg „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz”, Swietłana Aleksijewicz „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”, Michał Olszewski „Najlepsze buty na świecie”. Tylko „Życie to za mało. Notatki o stracie i poszukiwaniu nadziei” Izy Michalewicz wydało wydawnictwo „Zwierciadło”. Jak widać w finale jest zdobywczyni lauru, czyli Swietłana Aleksijewicz. Znalazło się też dwoje polskich autorów. Cieszy obecność Michała Olszewskiego, reportera i pisarza pochodzącego z Warmii i Mazur. Ełczanin właśnie został nominowany do Wawrzynu, o którym pisałem kilka dni temu. Kto otrzyma Nagrodę im. Kapuścińskiego? Pewnie któryś z autorów Czarnego, co raczej wielką niespodzianką nie będzie. Wskazanie Izy Michalewicz byłoby swego rodzaju sensacją. Raz, że nie wydała w Czarnym. Dwa, byłaby pierwszą polską autorką nagrodzoną okolicznościową statuetką i czekiem na pięćdziesiąt tysięcy złotych. 

piątek, 10 kwietnia 2015

Wawrzyn 2014 – finaliści

Po raz jedenasty ogłoszono listę finalistów Literackiej Nagrody Warmii i Mazur Wawrzyn. Finałowa piątka autorów, ubiegających się o to najważniejsze w regionie wyróżnienie za książkę opublikowaną w roku poprzednim, przedstawia się bardzo ciekawie. Wymienię twórców w kolejności alfabetycznej: Zygmunt Miłoszewski „Gniew” (W.A.B.), Michał Olszewski „Najlepsze buty na świecie” (Czarne), Mariusz Sieniewicz „Walizki hipochondryka” (Znak), Joanna Wańkowska-Sobiesiak „Serwus chrabąszcze” (Littera) oraz Jakub Żulczyk „Ślepnąc od świateł” (Świat Książki). Autorów szerzej przedstawiać nie trzeba. Miłoszewski to bardzo poczytny twórca powieści kryminalnych. W ubiegłym roku otrzymał Paszport Polityki. Michał Olszewski jest pisarzem i reporterem, właśnie został nominowany do prestiżowej Nagrody im. Kapuścińskiego. Mariusz Sieniewicz to laureat Wawrzynu, ceniony w kraju prozaik. Joanna Wańkowska-Sobiesiak była nagradzana za reportaże, została finalistką Wawrzynu 2008. Ostatni z nominowanych, czyli Jakub Żulczyk, to finalista Paszportów Polityki w minionym roku, autor powieści i opowiadań. Cóż można powiedzieć o tegorocznych wskazaniach jurorów? Finaliści to prawie wyłącznie autorzy ciągle młodzi, bardzo twórczy. W przeciwieństwie do lat minionych nie ma wśród nominowanych debiutanta. Wyróżnione książki ukazały się głównie w dużych wydawnictwach. Wskazano trzy powieści i dwa reportaże. Kto w tym roku zdobędzie nagrodę? Miłoszewski? Jak dotąd nigdy nie wygrał kryminał. Olszewski? Wańkowska-Sobiesiak? Zbiór reportaży też nie otrzymał dotychczas nagrody. Sieniewicz? Zdobył nagrodę w roku 2010. Ale w dotychczasowej historii nikt dwa razy nie otrzymał Wawrzynu. Żulczyk? Napisał powieść. Ten gatunek wygrywał najczęściej, co z jednej strony może być pewnym bonusem, z drugiej zaś jurorzy w tym roku mogą chcieć uhonorować mniej doceniany gatunek. Tak czy inaczej, finałowa piątka przedstawia się bardzo solidnie. Nominowanym, oczywiście, gratuluję! Zwycięzcę poznamy 20 maja. 

sobota, 4 kwietnia 2015

Wesołych Świąt!

Życzę Państwu zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. Pomyślności i optymizmu! Wszystkiego najlepszego!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Brakujący element

Wydana w roku 2013 książka Filipa Springera pt. „Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni” mogłaby być uzupełniona o opis i zdjęcie czegoś co teoretycznie jest fontanną. Natrafiłem na to coś w centrum jednego z miasteczek przy granicy z Obwodem Kaliningradzkim.


niedziela, 29 marca 2015

„Powróz” do słuchania

Dumas, Mankell, Krajewski, Kuczok. Co łączy te nazwiska? Prócz tego, że to świetni pisarze, wspólnym spoiwem jest też osoba Marcina Popczyńskiego, aktora i lektora, absolwenta wrocławskiej PWST, który udzielił swojego głosu przy nagrywaniu audiobooków tych pisarzy. Miło mi, że znakomity lektor czyta również „Powróz”. Premiera audiobooka już za dwa tygodnie, tj. 13 kwietnia. Cena czytanej książki jest bardzo atrakcyjna, bo wynosi niecałe dwadzieścia złotych. Myślę, że może to być miły prezent na wiosnę, książka do samochodu, czy też do słuchania wieczorem na kanapie. Nagrania jeszcze nie słyszałem i, rzecz jasna, bardzo jestem go ciekaw. Opowieść o Idze Spicy w wykonaniu mężczyzny to może być spore zaskoczenie.

poniedziałek, 23 marca 2015

Jana Beñova „Café Hiena (Plan odprowadzania)”

Czy pamiętacie Państwo „Ulicę” Daniela Odiji? Niewielką książkę wydaną czternaście lat temu (jak ten czas szybko biegnie!). Pierwsze zdanie brzmiało następująco: „Ulica Długa wcale nie jest długa”. Ulica była częścią miasta, którego nazwa w książce nie pada. Można się tylko domyślać, że jest to bliski autorowi Słupsk. „Café Hiena (Plan odprowadzania)” Jany Beñovej rozpoczyna się od scen rozgrywających się w Bratysławie, ściślej na dzielnicy Petržalka. Każdy kto był w Bratysławie musiał widzieć to blokowisko. Setki domów z wielkiej płyty oddzielone od reszty miasta Dunajem. Kilka lat temu wybrałem się do Bratysławy, widziałem Petržalkę z perspektywy pasażera samochodu. Zupełnie nie byłem jej ciekaw. Betonowy świat zwyczajnie mnie odrzucał. Beñova w swojej niepozornej książce opisuje życie ludzi tam mieszkających. Opis to bardzo surowy i bolesny. Jedna z bohaterek, Elza pisze powieść. W pewnej chwili słyszy: „(…) Petržalka wcale aż taka nie jest. Naprawdę nie wiem, gdzie pani mieszka, oszołomów spotyka się na każdym kroku, ale coś takiego! Co to, to nie!” W rzeczywistości jest znacznie gorzej. Powieściowa Elza pisze o księżycowym krajobrazie, przez który jej Ian na krótko oślepł. O ludziach – naleśnikach, napakowanych osiłkach z łysymi głowami i tatuażami wątpliwej urody na odkrytych ramionach. Pijanych robotnikach zaczepiających pasażerów w tramwajach. Małych chłopcach, młodocianych führerach wykrzykujących faszystowskie pozdrowienia. W tym świecie żyją nadwrażliwcy, bratysławscy desperados, jak nazywają siebie Ian i Elza. „Niektórzy dostają sraczki, jak pojadą do Egiptu. Myśmy zawsze ją mieli, wracając do domu. Na Petržalkę”. W takim miejscu życie tej pary staje się odarte z piękna i intymności. „Krzyki. Wyzwiska. Jest jesień. Powoli robi się ciemno. Rozkosz kobiety i mężczyzny miesza się z wulgarnym krzykiem wyrostków. Kochają się po cichu, skromnie. Patrzą sobie w oczy. Jak Żydzi ukrywający się w piwnicy”. Rytm życia w Bratysławie jest stały i niezmienny. Elza wyznaje: „To małe miasto. Ledwie ruszysz w drogę, już masz większą część za sobą. Kto chce u nas snuć się bez celu, musi chodzić w koło, jak konik na maneżu, a po drodze ciągle natyka się na inne snujące się koniki”. Ostatecznie bohaterowie zmierzają do tytułowej „Café Hiena”, gdzie czytają, piszą, spotykają się z innymi artystami, sporo piją, jedzą, kłócą, czasami wrzeszczą. Jak mówią o sobie „uzgadniają strategię”. Polega ona na tym, że jedno z nich zdobywa pieniądze, by pozostała trójka mogła oddawać się tworzeniu. Są swoistymi stypendystami, a przynajmniej za takich uchodzą w oczach gości lokalu. To właśnie w kawiarni powstaje „Plan odprowadzania”, powieść Elzy. Książkę Jany Beñovej czyta się błyskawicznie. Jest pełna znakomitych obserwacji, gorzkiego humoru, napisana świetnym językiem. Powieściowe miasto przeraża, irytuje, zastanawia i zostaje w pamięci. W pewnej chwili autorka cytuje Freuda przesłuchiwanego przez gestapo. Lekarz może wyjechać z Wiednia pod warunkiem, że podpisze dokument, w którym przyzna, że nic złego go nie spotkało. Freud zatem pisze: „Gestapo mogę z ręką na sercu każdemu polecić”. Bohaterka Jany Beñovej mówi: „Petržalkę mogę z ręką na sercu każdemu polecić”. Ja zaś, już bez tej ironii, polecam ten tytuł, który zdobył nie byle jakie wyróżnienie, bo Nagrodę Literacką Unii Europejskiej. Naprawdę warto!

środa, 18 marca 2015

Kryminalna Piła – finaliści

Pięciu autorów znalazło się w finale nagrody dla najlepszej miejskiej powieści kryminalnej. Wśród nich wypatrzyłem ubiegłorocznego laureata, czyli Marcina Wrońskiego z powieścią „Haiti”. Drugim finalistą został Mariusz Czubaj, podobnie jak i Wroński laureat Nagrody Wielkiego Kalibru. Jury doceniło jego powieść „Martwe popołudnie”. Kolejnym wyróżnionym jest Wojciech Chmielarz za książkę pt. „Przejęcie”. Czwarty finalista to Ryszard Ćwirlej i jego „Błyskawiczna wypłata”. Zarówno on jak i Chmielarz byli nominowani również w ubiegłym roku. Ostatnim autorem, który może wyjechać z Piły z nagrodą, jest Mateusz M. Lemberg nominowany za kryminał „Zasługa nocy”. To twórca najmniej znany w tym towarzystwie. Ma na koncie dwie powieści. Cóż można powiedzieć o finałowej piątce? Wszystkie książki wyszły w wielkich wydawnictwach. Nie nominowano żadnej kobiety. Regulamin zakłada, że akcja powieści musi toczyć się w mieście. Mamy zatem dekoracje warszawskie, poznańskie i lubelskie. Tych pierwszych jest najwięcej. Aż trzech z pięciu tegorocznych finalistów było nominowanych w ubiegłym roku. Jak to się zatem ma do głoszonej wszem i wobec teorii o rosnącym w siłę polskim kryminale? O świetnych debiutach (jedna jaskółka wiosny nie czyni)? Nominacje tych samych twórców temu przeczą. Kto otrzyma nagrodę? Moim zdaniem ktoś z pary Czubaj – Chmielarz. Osobiście życzę zwycięstwa temu pierwszemu. Pisałem o „Martwym popołudniu” na tym blogu tutaj: http://tomaszbialkowski.blogspot.com/2014/06/mariusz-czubaj-martwe-popoudnie.html Laureata nagrody poznamy w kwietniu.

poniedziałek, 16 marca 2015

Dzień jak co dzień

Pracuję bardzo intensywnie nad nowym tekstem. Projekt absorbuje mnie bez reszty, stąd rzadsze wpisy na blogu. Obiecuję poprawę, lecz to dopiero za czas jakiś. Póki co, czytam i piszę.


środa, 11 marca 2015

„Drzewo morwowe” – „Der Maulbeerbaum” – „Mulberry Tree”?

Jutro zaczynają się w Lipsku międzynarodowe targi książki. Będzie tam również prezentowana moja powieść „Der Maulbeerbaum”. Pojawi się w towarzystwie innych pozycji berlińskiego wydawcy. Ponoć jest spora szansa na kolejne tłumaczenia. Proszę zatem trzymać kciuki!

niedziela, 8 marca 2015

Quiz, czyli kabaret

Olsztyńskie internetowe wydanie „Gazety Wyborczej” chyba z okazji Dnia Kobiet postanowiło przeprowadzić quiz, dotyczący wiedzy na temat kobiet tworzących tutejszą kulturę. Pytań jest dziesięć, co można by potraktować jako symboliczne odtworzenie dziesięciu muz. To, jak się okazuje, skojarzenie nieco na wyrost. Owszem, wśród postaci ważnych znalazły się: piosenkarka, malarka, aktorka, tancerka, historyczka sztuki. Zabrakło, niestety, przedstawicielki literatury. W jej miejsce pojawił się za to zburzony gmach kina (sic!) i występujący wśród kobiet mężczyzna współtworzący kabaret. Gratuluję pomysłowości i wyobraźni organizatorom quizu. Wszak jak kabaret to kabaret. Chętnych do rozwiązania konkursu odsyłam tutaj: http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/0,35202,8137458.html?bo=1#quiz Zaś wszystkie pisarki i poetki olsztyńskie pozdrawiam serdecznie w dniu ich święta! 

czwartek, 5 marca 2015

O rzeczywistości w teatrze

Wygląda na to, że Scena Margines olsztyńskiego Teatru im. S. Jaracza staje się jednym z najciekawszych miejsc w mieście nad Łyną, które prezentują literaturę najnowszą. Dopiero co odbyła się premiera sztuki na podstawie książki Swietłany Aleksijewicz, a już teatr zapowiada spotkania z gwiazdami polskiej literatury. Pierwszym z zaproszonych gości będzie Krzysztof Varga, którego „Trociny” staną się tematem zapewne ciekawej rozmowy. Sygnalizowane spotkanie odbędzie się już w najbliższy poniedziałek, czyli 09.03. Następni twórcy to równie interesujący autorzy, chociaż lepiej byłoby napisać autorki. Do Olsztyna, przyjadą: Inga Iwasiów i Magdalena Tulli. Ostatnim z zaproszonych gości będzie Jacek Żebrowski. Warto skorzystać z okazji i zarezerwować sobie poniedziałkowe wieczory (spotkania będą odbywały się właśnie w ten dzień). Dodatkową atrakcją może być prezentacja na scenie fragmentów książek zaproszonych gości. 

poniedziałek, 2 marca 2015

Po premierze

Źródło: Teatr im. S. Jaracza

Ze spektaklu pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” wyszedłem targany sprzecznymi uczuciami. Z jednej strony widziałem dobrze wykonaną pracę reżysera i pozostałych członków ekipy, z drugiej zaś drażnił mnie sposób prezentacji tekstu wybitnej autorki, bo za taką bez dwóch zdań należy uważać Swietłanę Aleksijewicz. Bohaterki reportażu opowiadają o swojej walce w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej – doświadczeniu, które je ukształtowało. Taki czas nigdy się nie powtórzy, wszystkie są tego świadome. Sztuka z kolei została pomyślana jako uniwersalna opowieść o szaleństwie wojny, jej nieprzystawalności do jakiegokolwiek innego doświadczenia człowieka. Reżyser, czyli Krzysztof Popiołek, miał takie prawo i taką metodę opowiadania obrał. Mówi o tym w wywiadzie udzielonym lokalnej gazecie: „Nie jest to spektakl historyczny”. Już sam początek spektaklu, kiedy widz słyszy współczesną muzykę na to wskazuje. Pytanie, czy taka ahistoryczność jest możliwa, skoro przedstawienie jest adaptacją książki. Następuje odwrócenie ról.
Oto do młodej reporterki, w którą wcieliła się studentka Studium Aktorskiego Joanna Graczyk, przybywa starsza kobieta, uczestniczka działań wojennych. Przypomnę, że w książce Aleksijewicz to reporterka jeździ po terenach kiedyś będących ZSRR i namawia do opowiedzenia swoich historii dojrzałe kobiety, które doświadczyły koszmaru wojny. Rola reporterki jest tak odegrana, że widzimy młodą, nieco naiwną kobietę. Jest to mało przekonujące – ani Aleksijewicz we wstępie swojej książki taka nie jest, ani żadna dziennikarka nie zachowywałaby się w ten sposób, bo przygotowałaby się do rozmowy. Pomysł Popiołka ma tę konstrukcyjną wadę, że jest psychologicznie mało wiarygodny. Kobiety, które nie chcą opowiadać o szaleństwie wojny, zabijaniu ludzi i zwierząt, gwałtach, nagle z jakiegoś powodu przychodzą do reporterki i zaczynają się zwierzać. Rozumiem, że z perspektywy twórców spektaklu trudno zbudować podobną sytuację jak ta w książce. Może należałoby zatem zupełnie zrezygnować z reporterki i oddać głos będącym na scenie kobietom? Te, w osobach: Hanny Wolickiej, Mileny Gauer, Joanny Fertacz, Alicji Kochańskiej, Ewy Pałuskiej, Katarzyny Kropidłowskiej i Aleksandry Kolan, z każdą minutą odsłaniają coraz bardziej koszmarne i dramatyczne epizody z czasu apokalipsy.
Jedynie Wolicka przywołuje dobre wspomnienia. Zmysł praktyczny granej przez nią byłej żołnierki sprawił, że potrafiła z narzędzi służących do prowadzenia walki stworzyć przedmioty użytku codziennego. Nadać im intymny charakter. Bohaterka Wolickiej z wojskowej mapy zrobiła prześcieradło, z oczyszczonych bandaży uszyła suknię ślubną. Oswoiła wojnę, stworzyła pozór normalności i szczęścia. Wspomniana suknia z bandażu powraca w sztuce, aktorka przywołuje ją w chwilach, kiedy opowieści innych o piekle są już nie do zniesienia. Lecz jej deklaracja istnienia miłości w czasach wojennej zarazy brzmi jak tęsknota za światem pokoju. Wolicka gra tak, że ma się wrażenie, że to, co przywołuje, jest pomiędzy prawdą a zmyśleniem. Nie jest w stanie zrównoważyć dramatu.

Setki świadectw kobiet z książki Aleksijewicz zostały w spektaklu przefiltrowane i przypisane siedmiu bohaterkom. W tym wypadku siódemka nie może być szczęśliwa. Życie tych kobiet zmieniło się bezpowrotnie. Koszmaru i szaleństwa nigdy nie uda się oswoić i w pełni opisać. Trudno go zrozumieć młodej kobiecie z magnetofonem. Reasumując, warto pójść i wsłuchać się w głosy kobiet – uczestniczek tamtych dramatycznych wydarzeń. Aktorsko są to role zagrane bez zarzutu. Czy jednak jest to opowieści uniwersalna o wojnie? Czy można ją odczytywać w kontekście aktualnych wydarzeń na Ukrainie? W innych krajach ogarniętych działaniami wojennymi? Raczej nie, co może wyszło sztuce tylko na dobre.

piątek, 27 lutego 2015

Po spotkaniu - fotorelacja

Wczorajsze spotkanie z uczestnikami konkursu prozatorskiego było kameralne i miłe. Autorzy tekstów prezentowali całkiem wysoki poziom. Zwyciężczyni, czyli Zuzanna Drząszcz, przebiła konkurencję otrzymując głosy jurorów i publiczności. Jej „Ustawienia” powinny być opublikowane w prasie literackiej. Niewykluczone, że tak się stanie, bo na sali dostrzegłem redaktorkę pisma "VariArt", które objęło konkurs patronatem. Fotorelację autorstwa B. Wawrzyniewicza można zobaczyć zaglądając tutaj: http://www.mok.olsztyn.pl/aktualne_zdjecia.html [Rzeźnia Literacka nr 2 - proza 2015-02-26].

czwartek, 26 lutego 2015

Wybieram się

„Po wojnie przez kilka lat nie mogłam uwolnić się od zapachu krwi, prześladował mnie bardzo długo. Ledwie zacznę prać bieliznę – czuję ten zapach, zacznę gotować obiad – znowu czuję. Ktoś mi podarował czerwoną bluzkę, a wtedy to była taka rzadkość, brakowało materiału, ale nie nosiłam jej, bo była czerwona. Tego koloru już nie mogłam znieść. Nie mogłam chodzić do sklepów po zakupy. Do działu mięsnego. Szczególnie latem… I widzieć kurze mięso, rozumiesz, ono jest bardzo podobne… tak samo białe, jak ludzkie… Mój mąż chodził do sklepu… Latem zupełnie nie mogłam zostawać w mieście, starałam się gdzieś wyjechać. Kiedy nadchodzi lato, od razu wydaje mi się, że tylko patrzeć, jak wybuchnie wojna. Kiedy słońce nagrzewało wszystko: drzewa, domy, asfalt – wszystko to miało zapach krwi, wszystko nią pachniało. Cokolwiek jadłam, piłam, nie mogłam uwolnić się od tego zapachu!”. To fragment książki Swietłany Aleksijewicz pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. W najbliższą sobotę w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza odbędzie się premiera spektaklu pod takim właśnie tytułem. Reżyseruje Krzysztof Popiołek. Ciekaw jestem jak sobie poradzi z tym niesamowitym, wstrząsającym zapisem rozmów z kobietami, które przeszły piekło wojny. 

wtorek, 24 lutego 2015

Czwartkowy konkurs

Przypominam Państwu o czwartkowym konkursie w sali kameralnej pod olsztyńskim amfiteatrem. Zdradzę, że przeczytam fragment „Wyspy” – mojej najnowszej powieści. Oczywiście, inny niż ten, który zamieściłem na blogu kilka dni temu. Szczegóły czwartkowej imprezy znajdują się tutaj: http://www.mok.olsztyn.pl/akt_winieta_3.html#AKTUALNOŚCI

niedziela, 22 lutego 2015

Wyspa



Z lądu wyspę widać całkiem dobrze. Aby do niej dotrzeć, należy pokonać kilometrową odległość. Bonelski, chociaż posiada wszelkie cechy kamuflującego się alkoholika, jako organizator radzi sobie bardzo dobrze. Widać, że póki co częste picie nie zniszczyło w znacznym stopniu jego szarych komórek. Wynajął solidną, szybką łódź, którą obsługuje pięćdziesięcioletni, doświadczony żeglarz. O tej porze roku łodzie zwykle są ściągane na brzeg w obawie przed lodem i niszczycielską siłą zimy. Bonelski musiał zadać sobie sporo trudu, żeby zdobyć łódź. Pieniądze mogły nie wystarczyć. Cóż zatem zaproponował jeszcze? Mężczyzna nakazuje im wejść pod pokład, do kabiny. Tutaj nie dociera zimne powietrze, które jest wyjątkowo ostre. Kobieta zakrywa usta szalikiem, zakłada przyciemniane okulary. Chronią ją przed łzawieniem. Właściciel łodzi zostaje na pokładzie. Stamtąd kieruje jednostką. Czwórka ludzi płynie w kierunku pokrytej drzewami wyspy. Są to prawie wyłącznie drzewa liściaste, które o tej porze roku straciły poszycie. Ponure, łyse gałęzie wyglądają groźnie i przygnębiająco. Wyspa z każdą minutą rośnie coraz bardziej. Kobieta patrzy na nią z niepokojem, który pojawia się bez większej przyczyny. Łódź jest bezpieczna, żeglarz doświadczony, nie ma mgły, a zza chmur przebijają się niezdarnie kontury słońca. Skąd zatem ten niepokój? To ptaki. Ich czarne stado krążące nad drzewami. Wydają przy tym jakiś przeraźliwy pisk. Ptaszyska kołują nad wyspą. Kręcą się w koło niczym gigantyczny wirnik. Z daleka przypominają ruchomą grudę smoły, którą właśnie roztopiono. Co jakiś czas czarne stado nurkuje między drzewa, znika między nimi. W tym miejscu musi być jakaś polana. Inaczej ptaki ginęłyby w zderzeniu z ostrymi konarami drzew. Czy to jakiś ptasi rytuał? To możliwe. Niezaludniona wyspa zapewne stanowi ich dom. Czy są jej jedynymi mieszkańcami? Dotarcie na wyspę przez wodę dla innych zwierząt jest prawie niemożliwe. Trudno wyobrazić sobie lisa, czy wilka płynącego setki metrów. Niechby i nawet latem, kiedy jezioro się nagrzewa. Zima tego roku jest bardzo łagodna. Lód nie pokrył tafli, po której mogłyby dostać się na wyspę. W tej chwili kobieta zaczyna nerwowo się uśmiechać. Przychodzi jej bowiem do głowy myśl o ludziach, którzy ukryci przed światem spędzają tutaj czas. Przemykają pomiędzy drzewami, są niczym duchy. Czekają na nich żeby zrobić im jakąś krzywdę. Ta niedorzeczna myśl rozrasta się w jej mózgu coraz bardziej. Kiedy łódź dopływa do brzegu, kobieta nie potrafi się poruszyć. Wczepia się palcami w jakaś niklowaną rurkę, trzyma się jej kurczowo.
- Co z panią? Wychodzimy! – Bonelski patrzy na nią z góry, właśnie wyszedł na mokry pokład.
- Zaraz…
- Czy pani musi zawsze być w opozycji? Może wreszcie zacznie pani bardziej się angażować!
- Idę…
Kobieta rusza po kilku stopniach do góry. Wychodzi z kabiny. Przed oczyma ma wyspę w całym jej ogromie i dzikości. Jeszcze wyżej widzi ptaki. To na nie wskazuje Haman. To w ich kierunku mają ruszyć. Schodzą z łodzi, na której zostaje tylko jej właściciel. Kobieta jest przerażona. Obecność tego potężnego mężczyzny mimo wszystko działała na nią uspokajająco. Teraz została ze starszym panem udającym młodzieniaszka i jeszcze młodym facetem o manierach starego rozpustnika. Może zdać się zatem tylko na siebie. Tym bardziej, że, jak przewidywała, Bonelski sięga do kieszeni po piersiówkę, podaje ją Hamanowi. Piją po głębokim łyku „na rozgrzewkę”. Ruszają. Bonelski idzie pierwszy, Haman tuż za nim. Kobieta na końcu. Wąska ścieżka wije się między drzewami, prowadzi w górę. Wyspa ma strome brzegi. Miejsce, do którego dotarła łódź stanowi wyjątek. Widocznie jest dobrze znane żeglarzowi. Kobieta wie, że z drugiej strony, wyspa ma dużo łagodniejszą linię brzegową. To tam kiedyś znajdował się pomost. Dlaczego zatem nie płynęli od drugiej strony? Odpowiedź przychodzi w następnej chwili.
- Przejdziemy wyspę w poprzek. – Bonelski prosi o przetłumaczenie słów Hamanowi. – Tam, po drugiej stronie, będzie czekała na nas łódź.
Wchodzą do lasu. Drzewa zasłaniają ołowiane chmury zawieszone nisko nad wyspą. Nad wodą wiatr jest intensywniejszy, czuć go mocnej. Gałęzie pod jego podmuchami wyginają się, trą jedna o drugą. Powoduje to pełen grozy hałas, jakby jęk ranionych istot, które zaraz wydobędą korzenie z mokrego gruntu i ruszą wprost do wody. Wyobraźnia kobiety powołuje do życia kolejne okropieństwa. Idą jedno za drugim. Zdaje jej się, że kroczą wewnątrz ciemnego tunelu, który runie, przygniecie ich, błotnista ścieżka rozstąpi się, wciągnie ich mroczna otchłań. Haman ciężko sapie, to efekt spalania alkoholu. Wielogodzinną euforię wyparło fizyczne zmęczenie. Prosi Bonelskiego o podanie piersiówki, pije łapczywie. Ptasi jazgot słychać coraz mocniej. To znak, że polana jest już całkiem blisko. Potwierdza to Bonelski, który proponuje na niej krótki odpoczynek. Po co właściwie tutaj przypłynęli? Wyspa to jeden wielki las. Co tu oglądać? Idiotyczny pomysł starego dziada. Zanim kupi musi obejrzeć, powąchać, dotknąć. Nagle drzewa znikają, oczy rani światło. Przed nimi rozłożyła się pokryta ciemnozieloną trawą polana. Trudno uwierzyć, że trawa w grudniu może mieć taką barwę. To jednak prawda. Widok jest niezwykły. Byłby jeszcze lepszy, gdyby ptaki nie przesłaniały nieba swoimi skrzydłami. Kobieta zakrywa dłonią oczy, obserwuje ich lot. Wrony krążą nad polaną, skrzeczą. Potem, jedna za drugą, pikują w kierunku uschniętego drzewa na skraju polany. Podlatują na bliską odległość, by zaraz potem wystrzelić w niebo. Kobieta wpatruje się w jeden z konarów. Pomimo lęku rusza w tym kierunku. Zostawia za sobą mężczyzn. Podchodzi do poziomej gałęzi. Dłonią, którą zakrywała oczy, teraz osłania usta. To co widzi, sprawia, że zaczyna rozpaczliwie krzyczeć. Jej pełen przerażenia okrzyk dociera do ptaków. Wrony w popłochu odlatują znad wyspy. Bonelski z Hamanem podbiegają do kobiety. Teraz i oni widzą zeschniętą gałąź, na której wiszą dwa martwe psy. Jeden z nich, ten bliżej pnia, wisi na cienkim, kolorowym kablu. Linka wrzyna mu się w kark, można mieć wrażenie, że zaraz przetnie szyję i martwe, rozdzielone na dwie części zwierzę, spadnie w trawę.
- Co to, do cholery, jest? – Bonelski staje pod drzewem, wpatruje się w linkę. – Wygląda jak kabel do jakiegoś urządzenia… Zaraz, przecież to są słuchawki! Jezu! Tego psa ktoś powiesił na kablu ze słuchawkami!




czwartek, 19 lutego 2015

Aż poleje się krew

Wczorajszego wieczora obejrzałem film Paula Thomasa Andersona pt. „Aż poleje się krew”. Film pojawił się na ekranach w roku 2007. Reżyser zasłynął wcześniej tworząc kontrowersyjny „Boogie Nights”, czyli obraz branży filmów porno (1997) i głośną „Magnolię” (1999), do której sam napisał scenariusz. W „Aż poleje się krew” również zajmował się scenariuszem, tyle że była to adaptacja powieści. Zaznaczę, że nie byle jakiej powieści. Autorem książki o tytule „Oil” był Unton Beall Sinclair. W Polsce książka została wydana tuż po wojnie, czyli w roku 1949 jako „Nafta”. Tłumaczenia podjęła się Antonina Merkel, ukrywająca się pod pseudonimem Antonina Sokolicz. Warto dodać, że Sokolicz tłumaczyła wiele utworów Sinclaira. M.in. powieści „Król węgiel”, „Boston”, czy utwór z gatunku s-f „Millenium”. Tłumaczka nie dożyła publikacji „Nafty”. Zginęła w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w roku 1942. Unton Sinclair również nie obejrzał filmu Andersona. Zmarł w roku 1969, czyli rok przed przyjściem na świat reżysera. „Aż poleje się krew” rozgrywa się w Ameryce, ściślej w Nowym Meksyku. Daniel Painview zajmuje się wydobywaniem ropy. Jest samotnikiem, jego jedynym towarzyszem jest syn. Pewnego dnia Daniel otrzymuje informację o dużych złożach surowca. Podejmuje ryzyko i wyrusza w podróż. Czarne złoto nie jest tworem chorego umysłu, chłopak, który za pieniądze zdradził mu ropodajne miejsce, nie był oszustem. Daniel rozpoczyna wydobycie. Osada szybko się powiększa. Jest początek wieku XX, ludzie wędrują za pracą. Szukają również Boga. Kontakt z nim zapewnia im samozwańczy kaznodzieja Sunday. To on stanie się największym wrogiem Daniela. Konflikt między tymi mężczyznami z każdą chwilą będzie się pogłębiał. Zdeterminowany nafciarz zostanie wystawiany na kolejne ciosy. Mały Painview w wyniku wybuchu wieży wiertniczej straci słuch. Odnaleziony po latach brat Daniela okaże się hochsztaplerem. Daniel odkryje bolesną prawdę o człowieku, którego przygarnął pod swój dach. Zabije go i zakopie w dole zalanym wszechobecną ropą. Potem sprowadzi z miasta odtrąconego syna. By zrealizować projekt ropociągu pozornie pojedna się z kaznodzieją. Da się ochrzcić. Potem jego również zabije. Zatłucze go po latach w swoim gigantycznym domu z kręgielnią. Wcześniej zażąda, by tamten wyrzekł się Boga. Kapitalna jest scena, w której Daniel rozstaje się z synem. To pokaz niewyobrażalnego okrucieństwa, które pamięta się długo. „Aż poleje się krew” to wielkie kino. Film zrobiony z niezwykłą precyzją, z zapadającymi w pamięci obrazami, wymagający całkowitego skupienia. Doceniony na świecie. Grający Painview Daniel Day-Lewis otrzymał za tę rolę Oscara, Złoty Glob, nagrody BAFTA, IFTA, nagrodę krytyków z LA, nagrodę dziennikarzy Critics’ Choice. W sumie film otrzymał nieprawdopodobną ilość 55 nagród na całym świecie. Koniecznie należy obejrzeć!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Los kota w Afryce

Jutro będzie obchodzony w Polsce Światowy Dzień Kota. Warto wiedzieć, że nie wszędzie te wspaniałe zwierzęta są traktowane tak, jak w naszej części świata. W „Masce Afryki” autorstwa noblisty V.S. Naipaula znalazłem taki oto fragment dotyczący zwyczajów panujących w Ghanie: „Z kotami był problem, bo niełatwo je zabić. Koty wyczuwają, że zostaną zabite na mięso – walczą wtedy o życie i przez parę minut potrafią być niebezpieczne. Gdy się kogoś zaprosi na obiad i chce się gościowi zaoszczędzić przykrych scen, najlepiej zabić kota, skręcając mu kark, tak jak w Anglii zabija się królika. Ale to grozi poważnymi zadrapaniami. Najbezpieczniej będzie – o ile gospodarz i gość gotowi są znieść związany z tym harmider – wrzucić kota do worka i zatłuc go kijem. Inną godną polecenia metodą jest topienie. Na przynętę wrzuca się do pojemnika sardynkę, a potem aż do skutku wlewa się wodę. Sposób ten ma dodatkową zaletę, bo kot połknie mnóstwo wody, a opitego kota łatwiej się obdziera ze skóry”. Wstrząsające!

czwartek, 12 lutego 2015

Rzeźnia Literacka, czyli konkurs

Równo za dwa tygodnie, tj. 26 lutego, pojawię w sali kameralnej pod olsztyńskim amfiteatrem im. Czesława Niemena. Będę gościem cyklicznej imprezy pt. „Rzeźnia literacka”. Opowiem o nowym projekcie, nad którym intensywnie pracuję. Być może znajdzie się czas na niewielką prezentację fragmentu pisanej powieści. Głównie jednak będę się zajmował oceną tekstów prozatorskich, które przeczytają uczestnicy konkursu. Namawiam do przybycia i czynnego udziału. Wystarczy przeczytać fragment swojej prozy. Nic to nie kosztuje, a może być początkiem pisarskiej kariery. Szczegóły podam za czas jakiś. 

wtorek, 10 lutego 2015

Zmiany i zapowiedź

Dzisiaj mój licznik odnotował sto tysięcy wyświetleń. Jest to dobra okazja, aby trochę odświeżyć szatę graficzną. Przy okazji dziękuję Państwu, że zaglądacie w to miejsce. Mam też informację, która być może niektórych zainteresuje. Już w kwietniu w salonach książki pojawi się audiobook „Powrozu”. Wydawcą jest Heraclon International, wydawnictwo specjalizujące się w publikowaniu książek do słuchania. Zamieszczam okładkę, szczegóły podam wkrótce. 

niedziela, 8 lutego 2015

Sukces, szczęście i przypadek

Czytam fragmenty książki „Berlin. Miasto z wyobraźni” autorstwa Rory’ego MacLeana. Mniej więcej w połowie natrafiłem na taką oto myśl, zamieszczoną w liście z roku 1928. „Sukces jest chyba kwestią szczęścia lub mody i każdy artysta musi się z tym pogodzić, bo inaczej oszaleje. Dzięki przypadkowi może zrobić karierę i przypadek może mu karierę złamać. To on decyduje, czy człowiek utalentowany znajdzie się w światłach rampy, czy pozostanie zapomniany w cieniu”. List przedstawia kulisy przygotowań do wystawienia pewnej sztuki. Kończy się słowami: „(…) przeczytałem pierwsze recenzje. W „Berliner Tageblatt” Alfred Kerr uznał sztukę za beznadziejną. „Kreuzzeitung” nazwał ją „literacką nekrofilią”. Wydaje się pewne, że (…) zejdzie z afisza przed następnym weekendem”. Zdradzę na koniec, że autorem bez talentu był Bertolt Brecht, a sztuka nosiła tytuł „Opera za trzy grosze”. 

piątek, 6 lutego 2015

8,94 zł

To kwota, jaką należy uiścić za „Drzewo morwowe” oraz pozostałe części trylogii z dziennikarzem śledczym Pawłem Werensem. Oczywiście, chodzi o wersję e-book (formaty EPUB i MOBI). Promocja trwa do niedzieli (08.02). Namawiam Państwa, chociaż chyba nie muszę. Cena jest nieprawdopodobnie niska jak na nasze rodzime warunki. Link do sklepu znajduje się tutaj: http://www.publio.pl/drzewo-morwowe-tomasz-bialkowski,p86636.html#tabreviews

poniedziałek, 2 lutego 2015

Kryminał z historią w tle

Instytut Książki zamieszcza dzisiaj na swojej stronie pełny tekst recenzji „Powrozu” autorstwa prof. Sławomira Buryły. Wcześniej znalazł się on w styczniowym numerze „Nowych Książek”. Ci z Państwa, którzy nie dotarli do papierowego wydania gazety, mogą go przeczytać zaglądając tutaj: http://www.instytutksiazki.pl/polecane-artykuly,polecamy,32524,kryminal-z-historia-w-tle.html

piątek, 30 stycznia 2015

Bez szans na powrót, czyli nowy Perez - Reverte

Czytam „Cierpliwego snajpera” Arturo Pereza – Reverte. Zaczyna się prawie klasycznie. On, czyli Sniper jest uważany w środowisku za wielkiego mistrza i guru graficiarzy. Ona nosi nazwisko Alejandra Varela, znana jest jednak bardziej jako Lex. Ma tytuł doktora i specjalizuje się w sztuce nowoczesnej. Pewnego dnia otrzymuje propozycję odnalezienia ukrywającego się od dwóch lat Snipera. Zleceniodawcą jest Mauricio Bosque, bogacz, wydawca. Postanowił przygotować kompletny katalog twórczości Snipera. Ta, jak wiadomo, jest bardzo ulotna. Wszak wrzuty na ścianach znikają bardzo szybko. Sniper to ktoś „pomiędzy Banksym i Salmanem Rushdiem”. Legendarny artysta od dwóch lat jest nieuchwytny. Superlider się ukrywa. Jednym z powodów jest śmierć młodego chłopaka o imieniu Dante. On również uprawiał graffiti. Spadł z dachu wieżowca. Podjął wyzwanie, które od czasu do czasu rzucał im Mistrz. Nastolatki w ten sposób sprawdzają „kto ma jaja”. Rzecz w tym, że młody Dante był synem mafiosa Lorenza Biscarruesa. Ojciec, rzecz jasna, postanawia wyrównać rachunki. Wszystko to dzieje się w scenerii wielkich aglomeracji, w półmroku dusznych ulic, tuneli i ruchliwych autostrad. Perez – Reverte z wielką starannością, plastycznie opisuje świat, w którym żyją „twardzi młodzi ludzie, bez specjalnych nadziei na przyszłość, nadający na własnych falach. Bezlitosny rak starego świata, szpica wielorasowej, surowej, innej Europy. Bez szans na powrót”. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nowy blog Bernadetty Darskiej

Sygnalizuję Państwu pojawienie się w sieci nowego bloga krytycznoliterackiego. „Nowości książkowe” to miejsce, w którym będą pojawiały się recenzje autorstwa Bernadetty Darskiej. Autorka poczytnego bloga „A to książka właśnie!”, na którym przez sześć lat zamieściła blisko dwa tysiące tekstów, postanowiła stworzyć nowy projekt. Od dzisiaj jej teksty o premierach literackich można czytać tutaj: http://bernadettadarska.blogspot.com/

niedziela, 25 stycznia 2015

Być kotem! Pokonać ból!

Czuję się okropnie. Od kilku dni bolą mnie nadgarstki, łokcie i ramiona. Odnalazłem w domowym archiwum zdjęcie naszej kotki o imieniu Jarosław (nie ma pomyłki). Wykonałem je dzień po bardzo ciężkiej operacji, którą przeszła. Jak widać wygląda niczym okaz zdrowia. Motywuję się patrząc na to zdjęcie. Jęczę z powodu byle łokcia, kiedy innych faktycznie poharatano dość konkretnie. Będę kotem, pokonam ból! J


czwartek, 22 stycznia 2015

Marta Syrwid „Koktajl z maku”

Pisząc niedawno o książkach, które ukazały się w minionym roku pominąłem publikację Marty Syrwid. Właśnie trafił w moje ręce wydany w 2014 roku „Koktajl z maku”. Co stanowi ów koktajl? Najkrócej mówiąc teksty grafomańskie. Oczywiście, nie Marty Syrwid, bo w moim prywatnym rankingu najmłodszego pokolenia rodzimych autorów jej dokonania pisarskie umieszczam wysoko. Dość przywołać szeroko omawianą powieść „Zaplecze”, czy „Bogactwo”. Tę ostatnią pozycję podobnie jak „Koktajl z maku” wydała oficyna Lampa i Iskra Boża. Warszawski wydawca na czwartej stronie okładki zamieszcza taką oto myśl Autorki: „(…) wszyscy wciąż żyją, niektórzy zostali nawet dyrektorami szkół, inni przeszli leczenie psychiatryczne i wzięli śluby, jeszcze inni znów coś opublikowali. Ta barwna grupa nieustannie się rozrasta i co rusz wypływają na jej powierzchnię kolejne postacie. Tknięta, szczypnięta, ukłuta – pieni się i wydziela przykry zapach”. Syrwid postanowiła przejrzeć swoje publikacje z lat minionych i wydać je właśnie w „Koktajlu z maku”. Czytelnicy miesięcznika „Lampa” mogli je czytać w rubryce pod identycznym tytułem. Zwykle zaczynam lekturę tegoż pisma właśnie od przedostatniej strony, gdzie „Koktajl” się znajduje. To dział „o książkach, których nie da się czytać”. Same książki bywają nazywane „surowcem”. Autorka we wstępie pisze, że motywuje ją okrucieństwo. Myślę, że również potrzeba dobrej zabawy, bo widać, że pisarka tworząc błyskotliwe opowieści o tekstach rodzimych grafomanów bawi się doskonale. Oczywiście, jej „Koktajl” nie jest czymś nowym w literaturze. O grafomanach pisali: Barańczak, Słonimski, a z młodszych autorów przychodzi mi na myśl Jacek Dehnel, który stworzył tom „Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu”, z którego zapamiętałem historię pewnej rodziny pisarzy zamieszkującej moje miasto. Syrwid w pewnej chwili zauważa: „… spodziewałam się rychłego wyczerpania zasobów. (surowca – przyp. T.B.) Ileż tego w końcu może być? – myślałam naiwnie. Polskie pastwisko jest jednak żyzne, a płody jego obfite. W końcu postanowiłam więc dotrzeć do źródeł klęski urodzaju”. Ciekawe są również losy twórców. Dobry wydaje mi się poniższy przykład: „artystka napisała sztukę Czarny zamek, z której nic nie wyszło, więc rozpisała ją na erotyki, z których też nic nie wyszło. Erotyki te ma teraz zamiar zamienić w powieść”. Warto zwrócić uwagę na książkę Marty Syrwid chociażby po to żeby dowiedzieć się czym dla twórcy może być „dwutlenek bólu”, jaką rolę pełni „kałomocz”. Są w tej książce: poeci, filozofowie, pisarze, felietoniści, twórcy dzieł historycznych, mitów, eposów, fraszek. Ich działania dobrze obrazuje dwuwiersz pewnego szczecińskiego autora średniego pokolenia:
„Chciałbym przelać to, co myślę, na papieru stronie
By zrozumieć mogło wielu i przekazać żonie”.


No właśnie. Polecam i znikam w szczelinie nicości

wtorek, 20 stycznia 2015

O „Powrozie” w Magazynie Literackim Książki


Pojawienie się mojej powieści odnotowuje warszawski miesięcznik. Recenzent zauważa: „Przerysowany obraz warmińskiej małomiasteczkowej społeczności, relacje jakie zachodzą między mieszkającymi tam ludźmi tworzą coś w rodzaju antyutopii i stoją w zdecydowanej opozycji do sielskości tych terenów tak chętnie przez ostatnich kilka lat opisywanych w powieściach obyczajowych. Tu Warmia jest tłem dla zbrodni i tajemnicy”. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Szkice o reportażu w RDC

Sygnalizowałem ukazanie się tej pozycji już w listopadzie. Teraz zamieszczam link do strony radia RDC, gdzie posłuchać można wywiadu z autorką, czyli dr Bernadettą Darską. Do programu Strefa Kultury zaprosiła ją Teresa Drozda i ona właśnie przeprowadziła rozmowę o książce „Pamięć codzienności, codzienność pamiętania”. Wspomniany link znajduje się tutaj: http://www.rdc.pl/publikacja/strefa-kultury-przeglad-debiutow-ze-studia-munka-o-stanislawie-baranczaku-szkice-o-polskich-reportazystach/

poniedziałek, 12 stycznia 2015

O „Powrozie” w „Nowych Książkach”

W cenionym warszawskim miesięczniku „Nowe Książki” ukazało się obszerne omówienie „Powrozu” autorstwa prof. Sławomira Buryły. Autor tekstu jest znawcą literatury wojny i okupacji, a zwłaszcza problematyki Holocaustu. W tekście zatytułowanym „Kryminał z historią w tle” pisze m.in.: „Tę powieść wypada usytuować w coraz liczniejszej grupie kryminałów sięgających do dwudziestowiecznej historii Polski. Ich autorzy często umieszczają akcję w realiach międzywojnia, czasach okupacji lub w pierwszych latach powojennych. Czynią tak Wroński i Czubaj. Czyni tak również Białkowski. U Czubaja i Białkowskiego dodatkowo wydarzenia z przeszłości rzutują na przyszłość. […] Białkowski nie tylko konstruuje ciekawą opowieść kryminalną, ale też stara się wiernie oddać realia społeczne i obyczajowe. Zwłaszcza część pierwsza (Wtedy) wypada przekonująco. Świat powojennej „wielkiej trwogi” przedstawiono niezwykle sugestywnie”.

niedziela, 11 stycznia 2015

„Powróz” na lubimyczytać.pl

Dzisiaj kilka opinii czytelników bardzo popularnego portalu, którzy sięgnęli po moją najnowszą książkę. „Podoba mi się przeplatanie historii z fikcją literacką i złożona postać głównej bohaterki”, pisze Dariusz Jaroń. Nataśka zachęca do lektury, pisząc: „warta przeczytania, smutna ale intrygująca, pochłonęłam w jeden wieczór”. Zaś Magdalena uważa, że „Powróz” to: „Solidna rodzima książka z historią kryminalną i wątkiem historycznym w tle. Nie trzeba się jej wstydzić. Czyta się naprawdę dobrze. Zakończenie zaskakuje, są chwile pełne emocji”. Więcej opinii czytelników znaleźć można tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/203999/powroz

środa, 7 stycznia 2015

„Powróz” w kolejnym podsumowaniu



Tym razem w Radiu Olsztyn, gdzie ceniony w kraju pisarz Włodzimierz Kowalewski prowadzi rubrykę z felietonami. Wśród znakomitych tytułów wymienia moją powieść, o której pisze: „Tomasz Białkowski wydał „Powróz” – ambitny thriller przynoszący nie tylko wartką akcję, ale też refleksję na temat zachowań społecznych, historii i źródeł zła prowadzącego do zbrodni. Białkowski to również jedyny olsztyński prozaik tłumaczony w zeszłym roku za granicą – w formie e-booka ukazało się niemieckie wydanie jego kryminału „Drzewo morwowe”. Cały felieton można przeczytać tutaj: http://ro.com.pl/minal-rok-2014/01180497

wtorek, 6 stycznia 2015